Spotkanie z Polonią było ostatnim w tym roku występem na pierwszoligowym parkiecie i jednocześnie ostatnim w pierwszej rundzie. Po ostatnich meczach podopieczni trenera Tomasza Jagiełki potrzebowali ligowego zwycięstwa, nie tyle o dwa punkty, o ile o komfort psychiczny i spokojne głowy na nowy rok i rundę rewanżową. Z każdą kolejną porażką tyszanie oddalają się od strefy play off co jeszcze bardziej motywowało ich do walki z sąsiadem z tabeli. Polonia zajmująca czternaste miejsce jednocześnie ucieka przed strefą spadkową. To wszystko dodawało smaczku miejscowym kibicom. Już pierwsze minuty a dokładnie sześć pokazało, że będzie to zacięte spotkanie. Oba zespoły zgromadziły tylko po sześć punktów. Koszmar nieskuteczności tyszan trwał nadal i to we własnej hali dlatego po pierwszej kwarcie przyjezdni prowadzili kilkoma punktami. Dopiero w drugiej kwarcie tyszanie nastawili swoje celowniki zwłaszcza za sprawą Karola Kamińskiego, Szymona Walskiego i Sebastiana Bożenko co doprowadziło do prowadzenia na przerwę 46:35. Po wyjściu z szatni powtórka z rozrywki. Bardzo słaba skuteczność, liczne błędy w obronie GKS dawały polonistom realne szanse na odwrócenie losów meczu na swoją korzyść. Taki stan trwał przez kilka minut gdy na swoje barki ciężar gry wziął Maciej Koperski. Na cztery minuty przed końcową syreną dominował na parkiecie zdobywając aż jedenaście oczek dla tyszan. GKS ostatecznie wygrywa na koniec roku we własnej hali 84:72. Czy można ją jeszcze nazywać twierdzą? Przekonamy się w rundzie rewanżowej, którą rozpoczniemy już za tydzień przy Piłsudskiego w potyczce z Niedźwiadkami Przemyśl o godz. 14.00.

GKS Tychy – KKS Polonia Warszawa 84:72 (17:21, 29:14, 14:17, 24:20)
GKS Tychy – Bożenko 21, Koperski 19, Kamiński 13, Walski 11, Szmit 10, Duda 6, Nowakowski 2, Samiec 2, Zmarlak 0, Węgrowski 0.

