aktualności Suzuki 1 Liga

Idzie młodość. Budowy drużyny ciąg dalszy.  Skład zamykają wychowankowie MOSM Tychy, na których trener Tomasz Jagiełka stawia od lat. Swój pierwszy profesjonalny kontrakt w karierze koszykarskiej podpisał Artur Danielak wychowanek MOSM Tychy i trenera Wojciecha Jagiełki.  

Co czujesz po podpisaniu kontraktu? 

Bardzo się z tego cieszę, bo wiem, że moja praca nie idzie na marne.  Poprzedni sezon był dla mnie okresem olbrzymiego gromadzenia doświadczeń, nawyków i wiedzy, które procentowały w drużynie rezerw. Chociaż trenowałem z pierwszym zespołem do składu meczowego dołączyłem w czwartej kolejce i zostałem do końca sezonu. Na początku było bardzo trudno, bo zderzyłem się ze ścianą jaką jest pierwsza liga, a skoro trener Jagiełka mi zaufał powiedziałem, że go nie zawiodę i będę ciężko pracował. To były dla mnie przeskok dwa poziomy wyżej. Wcześniej grałem w trzech kategoriach wiekowych U18, U20 i trzeciej lidze jednocześnie więc wiedziałem jak praca mnie czeka. Wielokrotnie kończyłem trening z drużyną rezerw i jechałem na kolejny z pierwszym zespołem. 

Jak wspominasz swój debiut w pierwszej lidze? 

Była to jedenasta kolejka w słynnej hali w Pruszkowie, bardzo zasłużonej dla polskiej koszykówki. Lepszego miejsca na debiut nie mogłem sobie wymarzyć.  Towarzyszył mi ogromny stres. Pamiętam, jak rozgrzewałem się tuż obok ławki i trener obrócił się w moją stronę kiwnął palcem w swoją stronę. Chyba tak szybko nigdy nie biegłem do strefy zmian. Na parkiecie spędziłem ostatnią minutę meczu, która trwała jak całe moje życie. No i w końcu nastał ten moment. Dostałem piłkę i postanowiłem ruszyć na kosz. Zostałem sfaulowany i wtedy oprócz debiutu zdobyłem pierwsze punkty w pierwszej lidze. Notabene był to Karol Kamiński, który w tym sezonie dołączył do naszego zespołu (śmiech). 

Od kilku lat zasilasz drużynę rezerw GKS Tychy? 

Tak jest to dla mnie okazja zdobywania większej ilości minut na parkiecie. Po zakończonym sezonie osiągnęliśmy wspólnie z kolegami największy sukces w dotychczasowej karierze. Awans do drugiej ligi uzyskaliśmy w spektakularny sposób. Cieszę się, że drużyna została zgłoszona do rozgrywek, bo będzie to dla nas młodych idealny poligon do dalszej kariery. 

Jak cię przyjęła grupa dużo bardziej doświadczonych graczy? 

Nie spodziewałem się takiego przyjęcia. Zawsze bywa tak, że młodzi odsuwani są na bok, noszą piłki, wodę i sprzęt do rozgrzewki. Oczywiście liczyłem się z tym, bo młodzi zawsze płacą frycowe. Jednak tak doświadczeni zawodnicy jak Radek Trubacz, Łukasz Diduszko czy Piotr Wieloch nie dali mi tego odczuć. Reszta zespołu też wspierała mnie na treningach i na meczach. W minionym sezonie stanowiliśmy najlepszy kolektyw w pierwszej lidze. 

Dlaczego numer 24 na koszulce? 

Bo trzynastka była już zajęta (śmiech). A tak na poważnie. Jest to numer, z którym grałem od minikoszykówki, jednak zajął go bardziej doświadczony gracz Kacper Mąkowski, którego notabene bardzo lubię. A dlaczego 24? Kobe Bryant był moim idolem od pierwszych kroków na parkiecie. Wiem, że nigdy mu nie dorównam, jednak po jego śmierci chciałem oddać mu tym samym cześć. 

Artur Danielak w minionym sezonie w drużynie rezerw zdobył 174 punkty. Życzymy powodzenia na parkietach pierwszoligowych oraz w drużynie rezerw GKS.