aktualności Champions Hockey League

Ależ emocje w Mannheim! GKS Tychy po znakomitym meczu zremisował po 60 minutach z Adler 4:4 i był o krok od sprawienia dużej niespodzianki na tafli jednego z najmocniejszych zespołów Champions Hockey League. Ostatecznie o losach spotkania zdecydowały rzuty karne, w których lepsi okazali się gospodarze. Trójkolorowi wywożą jednak z Mannheim bardzo cenny punkt.

Środowy mecz był trzecim spotkaniem GKS Tychy z Adlerem Mannheim w historii Champions Hockey League. Po raz pierwszy oba zespoły mierzyły się ze sobą w 2019 roku. Wówczas tyszanie również byli bardzo blisko zwycięstwa – na Stadionie Zimowym prowadzili 1:0, a później doprowadzili do remisu 2:2. Ostatecznie niemiecki zespół wygrał 3:2 po dogrywce.

Tym razem spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia gospodarzy. Adler w 6. minucie wykorzystał grę w przewadze, a chwilę później podwyższył prowadzenie na 2:0. GKS nie zamierzał jednak składać broni. W 14. minucie świetną kontrę wykończył Bartłomiej Jeziorski, który po podaniu Valtteriego Kakkonena umieścił krążek w prawym górnym rogu bramki.

Kontaktowy gol dodał trójkolorowym wiary. W drugiej tercji Mistrzowie Polski ruszyli do odrabiania strat i już w 22. minucie doprowadzili do remisu. Mateusz Gościński świetnie obsłużył Leeviego Viitalę, a fiński napastnik mocnym strzałem pokonał Maximiliana Franzreba.

Mecz nabrał ogromnego tempa. Mannheim ponownie wyszło na prowadzenie, wykorzystując grę w przewadze, ale odpowiedź GKS była natychmiastowa. W 29. minucie Alan Łyszczarczyk huknął z dystansu i ponownie doprowadził do remisu. Po 40 minutach było 3:3.

W trzeciej tercji oba zespoły walczyły o pełną pulę. Gospodarze długo utrzymywali się przy krążku i w 53. minucie po raz kolejny objęli prowadzenie. Trójkolorowi pokazali jednak charakter. Zaledwie dwie minuty później Bartłomiej Jeziorski dograł do Mateusza Bryka, a defensor GKS potężnym strzałem spod niebieskiej linii doprowadził do stanu 4:4.

Końcówka regulaminowego czasu gry przyniosła kolejne emocje. GKS miał swoje okazje, a w bramce bardzo dobrze spisywał się Tomáš Fučík. Żadna z drużyn nie zdołała jednak przechylić szali na swoją korzyść i po 60 minutach na tablicy wyników widniał remis 4:4.

W dogrywce więcej okazji mieli gospodarze, ale trójkolorowi skutecznie się bronili. GKS musiał dodatkowo radzić sobie w osłabieniu, a Tomáš Fučík popisał się kilkoma znakomitymi interwencjami. Po pięciu minutach dodatkowego czasu gry nadal było 4:4 i o zwycięstwie miały zdecydować rzuty karne.

W serii rzutów karnych Alan Łyszczarczyk dał GKS prowadzenie, ale później dwukrotnie skuteczniejsi byli zawodnicy gospodarzy. Decydującego karnego wykorzystał Nicolas Mattinen, zapewniając gospodarzom zwycięstwo 5:4.