aktualności Pierwsza drużyna

Nawet najwięksi optymiści nie wierzyli w ten awans, bo na ostatnią kolejkę przed zakończeniem sezonu GKS Tychy miał tylko matematyczne szansę na promocję do drugiej ligi. Tyszanie potrzebowali dosłownie cudu. W ostatniej kolejce liderujący Ruch Radzionków grał na wyjeździe z Rymerem Niedobczyce i potrzebował zaledwie punktu. Z kolei podopieczni Albina Wiry przed własną publicznością mierzyli się z Odrą Opole.

Po przegranej z Ruchem Radzionków praktycznie nikt nie wierzył w awans. Wiedzieliśmy, że mamy minimalne szanse, ale trener Wira przytoczył mecz Śląska Wrocław, gdzie wrocławianie mieli podobną sytuację i im się udało. Cień nadziei był, ale generalnie byliśmy pogodzeni, że kolejny sezon spędzimy w trzeciej lidze – opowiada Jarosław Zadylak, były piłkarz GKS Tychy.

Nie było w klubie wielu optymistów, którzy zakładali, że Rymer może wygrać z Radzionkowem. Wszyscy byli pogodzeni z faktem, że w kolejnym roku nie zrobimy awansu – dodaje Wojciech Wieczorek, który był kierownikiem GKS Tychy.

W obecności garstki kibiców tyszanie wybiegli na spotkanie z Odrą Opole. Trójkolorowi  już po kilku minutach przegrywali 0-1.

Chyba tak szybko stracona bramka obudziła złość piłkarską tyszan, bo zaczęli grać. Podanie Gilewicza przyjął Bizacki i nie dał szans bramkarzowi Odry. W 32 minucie strzelał Sitko, a odbitą piłkę przejął Gilewicz i było 2-1. Po przerwie goście nie mieli nic do powiedzenia, a gospodarze grali jak z nut, jakby chcieli przeprosić za przegrany mecz w Radzionkowie – czytamy w relacji z tego spotkania.

Ostatecznie tyszanie wygrali 6-1, ale po końcowym gwizdku nikt nie cieszył się ze zwycięstwa. Piłkarze zeszli do szatni i nie czekali nawet na informacje z boiska w Niedobczycach.

To był kuriozalny widok. Wygraliśmy 6-1, ale wszyscy mieli spuszczone głowy. Co z tego, że pokonaliśmy Odrę tak wysoko, skoro ten wynik nie ma znaczenia. Sezon został spisany na straty – opisuje Wieczorek.

Wojciech Wieczorek współpracował wtedy z Radiem Katowice i kilka minut po ostatnim gwiazdku poszedł do sekretariatu nadać relację ze spotkania GKS Tychy.

Połączyłem się z redakcją i kolega, który prowadził audycję „ z mikrofonem po boiskach” zaczyna mi gratulować. Nie byłem w stanie zrozumieć o co może mu chodzić. Po chwili mówi – „wchodzicie do ligi wyżej! Rymer wygrał z Radzionkowem! Naprawdę – słuchałem przed chwilą relacji z meczu i Radzionków przegrał!” – mówi z niedowierzaniem Wojciech Wieczorek.

Byliśmy w szatni, zaczęliśmy się przebierać i uciekać pod prysznic. Ktoś wszedł do szatni i powiedział, że Ruch przegrał. Nikt się nie cieszył, bo zwróciliśmy oczy na trenerów i Albin Wira mówi, że to pewnie chodziło o Ruch, ale Chorzów – podkreśla Jarosław Zadylak.

Ja szybko z wielkim okrzykiem zbiegam na dół do szatni. Jak tylko mogłem biegłem przez korytarz i pierwszego spotkałem trenera. Albin Wira patrzy na mnie i pyta co się dzieje? Po chwili już o nic nie pytał, tylko podniósł mnie na rękach do góry, co było sporym wyzwaniem – uśmiecha się Wieczorek.

Potem jak już szatnia się dowiedziała, to były śpiewy, tańce i impreza. Przed meczem były przygotowane piwo i kiełbasa, ale miało to być na zakończenie sezonu. Ze stypy zrobiło się wesele. Pamiętam, że zdecydowanie musieliśmy zwiększyć wtedy zapasy piwa – wspomina ówczesny kierownik GKS Tychy.

Ludzi zaczęli się schodzić i w pewnym momencie było ich bardzo dużo. Były śpiewy i ogromna radość. Dla nas to było coś wielkiego. Jeszcze niedawno ta grupa grała w juniorach, a po latach osiągnęła taki sukces – puentuje Jarosław Zadylak, który w niedzielę liczy na powtórkę z historii.