position: absolute; right: 25px; top: 48pxposition: absolute; right: 05px; top: 28px

Wywiady

Piłka nożna › Aktualności › Wywiady

Marcin Suchański: O koleżeństwie nie ma mowy

niedziela, 20 września 2009
autor: Łukasz Sobala
gość: Marcin Suchański
Ł. Laskowski

Marcin Suchański zamienił występującą w ekstraklasie Polonię Bytom na GKS Tychy, stając się bohaterem transferowego lata w GKS. W sezonie 2007/08 w występującej na stadionach Orange Ekstraklasy bytomskiej Polonii rozegrał 10 spotkań, będąc silnym punktem zespołu, a nie raz najlepszym zawodnikiem meczu. Jego licznik z występami w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce zatrzymał się na liczbie 11 spotkań. 31-letni Suchański swoje wielkie doświadczenie zaczął gromadzić od najmłodszych lat, będąc od 16. roku życia w kadrze pierwszego zespołu Ruchu Radzionków, którego jest wychowankiem. Jednak tak naprawdę „Suchy” na piłkarskie salony wypłynął przenosząc się w 2003 roku do występującej w trzeciej lidze Polonii Bytom, z którą przeszedł drogę aż do Ekstraklasy. Marcin Suchański oprócz bramkarskich umiejętności posiada snajperski instynkt – jego bramki w rezerwach Polonii Bytom i Ruchu Radzionków nie przeszły bez echa w mediach. Teraz pewność i spokój w poczynaniach bramkarza urodzonego w Bytomiu na pewno może podobać się kibicom GKS.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką?
- Kiedy miałem dziewięć lat rozpocząłem treningi w Ruchu Radzionków, a mając 16 lat trafiłem do kadry pierwszego zespołu prowadzonego przez Jana Żurka. Następnie w szkole średniej na półtora roku trafiłem do Górnika Zabrze, z którego wróciłem do Radzionkowa. Spędziłem tam siedem długich lat, w przeciągu których zagrałem zaledwie trzy mecze w drugiej lidze i jeden w pierwszej. Braki w ograniu nadrabiałem występami w czwartoligowych rezerwach. W 2003 roku w końcu wyrwałem się z Ruchu i zostałem wypożyczony do Polonii Bytom, która występowała w trzeciej lidze. Trenerem bytomian był wówczas Jerzy Kapica. Udało mi się wywalczyć miejsce w podstawowym składzie, którego już nie oddałem – trochę pomogła mi w tym czerwona kartka dla mojego konkurenta Grzegorza Żmii. Rok później przyszedł trener Marcin Brosz i awansowaliśmy do II ligi. To był cud, bo bramkę strzeliliśmy w 92 minucie meczu barażowego ze Szczakowianką Jaworzno. Radość w Bytomiu była ogromna. W następnym sezonie, występując w roli beniaminka, byliśmy bliscy spadku, ale po barażach z Unią Janikowo udało się nam utrzymać. Kolejny rok w drugiej lidze był bardzo udany, pojawił się trener Dariusz Fornalak i wywalczyliśmy awans do Ekstraklasy. Zagrałem w niej tylko 10 spotkań, bo na wiosnę zmogła mnie kontuzja - naderwałem łydkę. Do bramki Polonii wskoczył wtedy Michał Pesković i już tego miejsca nie opuścił. Niestety, taka jest rola bramkarza – kto udanie kogoś zastępuję, zajmuje miejsce między słupkami na dłuższy czas.

Kiedy postanowiłeś, że zostaniesz bramkarzem?
- Mój pierwszy trener był bramkarzem i od razu zaczął przyglądać mi się w kontekście obsady bramki, ponieważ na tle pozostałych chłopaków z drużyny byłem dość wysoki. Dzięki temu w jakiś sposób ukształtowałem się do roli, jaką pełnię na boisku po dzisiejszy dzień. Jestem z tego powodu jak najbardziej zadowolony.

Bramkarski idol Marcina Suchańskiego to...
- Mój idol? W sumie nie mam żadnego. Chociaż ostatnio na Mistrzostwach Europy podobała mi się gra bramkarza Hiszpanów Ikera Casillasa.

Z Damianem Galeją spotykasz się po raz kolejny, jednak tym razem jest on Twoim trenerem. Teraz o koleżeństwie chyba nie może być mowy.
- Oczywiście o koleżeństwie nie ma mowy. Znam jednak trenera bardzo dobrze, bowiem występowaliśmy razem w Ruchu Radzionków i w Polonii Bytom. Trener Galeja bardzo dobrze prowadzi zespół, osiągnął z nim już duży sukces, jakim jest awans do rozgrywek na szczeblu centralnym, a że jest przy tym ambitnym człowiekiem, to myśli o kolejnych celach. Ma swoją wizję prowadzenie drużyny, a przede wszystkim wierzy w swoich piłkarzy i w to, co robi.

Byłeś już w jednym zespole z Andrzejem Urbańczykiem i rywalizowaliście o miejsce miedzy słupkami. Teraz jest Twoim trenerem, jak się współpracuje?
- Znamy się już z Andrzejem bodajże od 12 lat, czyli od momentu, kiedy przyszedł do Radzionkowa z Gwarka Zabrze. Rywalizacja między nami była zacięta, ale bez żadnych złośliwości. Odkąd pamiętam kumplowaliśmy się. Teraz współpracuje się nam bardzo dobrze. Trener Urbańczyk przeprowadza ciekawe treningi, a jego podpowiedzi są bardzo przydatne.

Mimo ogromnego zamieszanie Twój były klub będzie jednak grał w Ekstraklasie. Nie żałujesz swoich przenosin do Tychów?
- Na pewno gra w Ekstraklasie jest wielką promocją nazwiska, a z grą na najwyższym poziomie są związane inne, ciekawe aspekty. Jednak w Polonii dzieją się dziwne rzeczy, działacze nie szanują zawodników, a pieniędzy na wypłaty może zabraknąć w każdej chwili. Moja przygoda z bytomskim klubem trwała pięć lat i w tym czasie pomogłem bytomskiemu klubowi jak tylko mogłem.
Żalu nie ma żadnego. Wręcz przeciwnie - uważam, że zrobiłem bardzo dobry krok, decydując się transfer do GKS Tychy. Atmosfera jest bardzo fajna i mam nadzieję, że będziemy walczyć w II lidze o najwyższe cele.

Przed przejściem do GKS Tychy miałeś propozycję z innych klubów?
- Była m.in. oferta z Jagielonii Białystok, ale nie chciałem uciekać ze Śląska. Z tym regionem związałem się chyba już na dobre od małego. Do Białegostoku było zdecydowanie za daleko. Inną kwestią była moja żona, która od kilku lat ma na Śląsku dobrą prace i głupotą byłoby z tego rezygnować.

Marcin Suchański to oprócz bramkarza łowca bramek. Twoje trafienia w rezerwach Polonii nie przeszły bez echa w mediach.
- W Radzionkowie też był taki epizod. Rozegrałem 6 spotkań w drużynie rezerw, bo zespół był w rozsypce i nie miał kto grać… Strzeliłem wówczas 3 bramki. Natomiast w Polonii akurat złożyło się tak, że graliśmy z Dramą Zbrosławice, która była już prawie pewna spadku. Nasz skład był wzmocniony kilkoma piłkarzami z pierwszego składu i wygraliśmy 14:0. Moja pierwsza bramka padła w momencie, gdy prowadziliśmy pięcioma czy sześcioma bramkami. Koledzy zawołali mnie wtedy, żebym strzelał karnego, później były dwa następne. Wszystkie trzy karne strzeliłem uderzając w ten sam róg bramki. Media podłapały temat i o Suchańskim można było przeczytać w gazetach (śmiech).

Przed laty, po derbach Ruch - Polonia chyba śniłeś się po nocach Łukaszowi Weseckiemu. Wygrałeś z nim wtedy trzy pojedynki sam na sam.
- Miałem wtedy tzw. „dzień konia”. Czułem Łukasza tak mocno, że chyba raz jego strzał obroniłem, a dwa razy uderzył obok bramki. Zdobyliśmy wtedy taką kuriozalna bramkę, która dała nam zwycięstwo. Kolega chciał wrzucać piłkę, zeszła mu i wpadła na długi słupek. Naprzeciwko mnie stał wtedy Andrzej Urbańczyk. W tym meczu grali także Damian Galeja, Mirosław Wania i Marcin Ziaja. Teraz mam okazję rywalizować z „Wesecem” tylko na treningach, ale kto teraz jest górą w pojedynkach „sam na sam”, zostanie moją słodka tajemnicą...

Mimo, że jesteś już doświadczonym bramkarzem uważasz, że ciągle się uczysz.
- Każdego dnia człowiek może się czegoś nauczyć i ja dalej się uczę. Oczywiście mam jakieś doświadczenie, które daje mi pewien spokój. Wiadomo, że bramkarze nie są nieomylni, każdy może się pomylić. Raz może puścić kuriozalną bramkę, a za kilka dni rozegrać taki mecz, wybronić takie piłki, że wszyscy będą nosić go na rękach. Takie jest życie bramkarza.

Zdarzyło Ci się puścić jakąś kuriozalną bramkę?
- Pewnie że tak. Pamiętam taką bramkę w meczu z Piastem Gliwice w drugiej lidze, w gliwickim zespole grał chyba wtedy jeszcze Jarosław Zadylak. Chciałem sobie przyjąć piłkę nogą i... sam sobie ją wbiłem do bramki. Z drugiej strony pewnie by się przez te lata gry coś jeszcze znalazło, w końcu najlepsi na świecie bramkarze puszczają kuriozalne bramki.

W życie piłkarza wpisana jest porażka. Jak u Ciebie wygląda sytuacja po porażce, jak przeżywasz te chwile?
- Po porażce zastanawiam się, czy nie mogłem uniknąć puszczenia bramki, czy mogłem coś w tej sytuacji zrobić. Jeśli dochodzę do wniosku, że nie można było nic zrobić i trener to potwierdzi, to można jeszcze przeżyć. Ale jeśli wiem, że coś zawaliłem i przyczyniłem się do straty bramki, to czekam na następny dzień i trening. Od razu chce się zrehabilitować i udowodnić, że to był tylko wypadek przy pracy.

W Twojej karierze podczas II-ligowego spotkania Ruch Radzionków – Arka Gdynia miało miejsce pewne niemiłe zdarzenie. Domyślasz się, o co chodzi?
- No tak… Wtedy Łukasz Wesecki grał razem ze mną w Radzionkowie i przy wyniku 1:1 wychodził na sytuację sam na sam. Ja wtedy siedziałem na ławce i dla mnie o pozycji spalonej nie mogło być mowy, a sędzia boczny podniósł chorągiewkę do góry. A że siedząc na ławce piłki były tuż przede mną, nie wytrzymałem i kopnąłem w nie. Sędzia boczny był jednak bardzo blisko i jedna z piłek uderzyła go w plecy.. Później miałem z tego powodu nieprzyjemności w Wydziale Dyscypliny, który zawiesił mnie aż na trzy mecze.

Dalej jesteś taki nerwowy?
- Może trudno po tej historii w to uwierzyć, ale każdy, kto mnie zna, przyzna mi rację, że jestem spokojny. Nie wiem, co wtedy we mnie wstąpiło.

Z Polonią Bytom przeszedłeś drogę z III ligi do Ekstraklasy, stając się jednym z jej symboli. Czyżby teraz kolej na GKS Tychy?
- Bardzo bym się z tego cieszył. Czas jednak pokaże, jak się to wszystko potoczy. Na razie jednak grajmy jak najlepiej potrafimy, a sukcesy przyjdą z czasem. Jest tutaj zapotrzebowanie na piłkę na wysokim poziomie, więc i jest dla kogo grać.

Wyszukiwarka



Tabela ligowa

1. Chojniczanka Chojnice 31
2. Miedź Legnica 30
3. Odra Opole 30
4. Raków Częstochowa 28
5. Chrobry Głogów 27
6. Puszcza Niepołomice 25
7. Stal Mielec 25
8. GKS Katowice 24
9. Drutex-Bytovia 23
10. Zagłębie Sosnowiec 23
11. Podbeskidzie Bielsko-Biała 23
12. Pogoń Siedlce 22
13. GKS Tychy 20
14. Wigry Suwałki 19
15. Stomil Olsztyn 19
16. Olimpia Grudziądz 18
17. Górnik Łęczna 17
18. Ruch Chorzów 14
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

GKS Tychy - Zagłębie Sosnowiec
niedziela, 12 listopada 2017


GKS Tychy TV

Raport przed meczem GKS Tychy - Wigry Suwałki


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2017 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies