position: absolute; right: 25px; top: 48pxposition: absolute; right: 05px; top: 28px

Wywiady

Piłka nożna › Aktualności › Wywiady

Jarosław Zadylak: Duet trenerski miał duży wpływ na mój powrót

środa, 27 grudnia 2006
autor: Michał Rus
gość: Jarosław Zadylak
Fot. Ł. Sobala

Z najnowszym nabytkiem GKS Tychy, doświadczonym obrońcą i zapalonym miłośnikiem... gier z serii FIFA rozmawiamy o "wielkim" Górniku Zabrze, samych zwycięskich barażach i o możliwości powrotu do GKS Radosława Gilewicza.

Kozłowski, Masternak, Kopczyk, Zadylak - tak wiosną może wyglądać obrona GKS Tychy. Soldak będzie bezrobotny?
- Nie mam pojęcia (śmiech). Prawde mówiąc z tej trójki znam tylko świetnie "Maste". Czy Soldak będzie bezrobotny? Oczywiście chciałbym, żeby tak było, ale wszystko okaże się na boisku.

A obronę w składzie Szlachcic, Szczepanek, Pieniążek i zaledwie 19-letni Zadylak pan pamięta?
- Oczywiście że tak. Sezon 1991/92 był dla mnie debiutem w seniorskiej piłce, a GKS po 9 latach udało się wywalczyć awans do II ligi. Do dzisiaj razem ze starszymi kolegami wspominamy ten naprawdę miły okres.
Pamiętam zaciętą walkę z Ruchem Radzionków i komentarze w lokalnej prasie. Wycinki z gazet chwalące moją osobą dla 19-letniego chłopaka były bardzo budujące. Pod koniec sezonu byłem podobno nawet "motorem napędowym drużyny", chociaż na boisku nie zdawałem sobie z tego sprawy.

Zarówno wtedy, jak i teraz GKS prowadzi duet trenerów Albin Wira - Ryszard Miernik.
- I nie ukrywam, że ten duet miał duży wpływ na moją decyzję o powrocie do GKS. Trenerzy Wira i Miernik już dużo zrobili dla tego klubu i teraz znów razem możemy skutecznie powalczyć o awans. Strata do radzionkowian wynosi cztery punkty, ale jestem przekonany, że wyprzedzimy naszego rywala. A w barażach zawsze byłem górą (śmiech).
Ostatni raz byłem na tyskim stadionie przy okazji meczu GKS z Ruchem. Mocno kibicowałem chłopakom, ale trzeba przyznać, że po czerwonej kartce dla Masternaka remis był dla nas dobrym wynikiem.

Śmiało można powiedzieć, że z niejednego pieca jadł pan chleb. Po trzech udanych sezonach w GKS trafił pan do pierwszoligowego Górnika Zabrze, w którym spędził pan niecałe trzy lata.
- Kiedy decydowałem się na transfer do Zabrza, serce mocniej mi biło. Co tu dużo mówić: to był przecież "wielki" Górnik! Ten Górnik ze srebrnymi olimpijczykami z Barcelony, którzy na treningi przyjeżdżali złotymi polonezami. Start miałem jednak znakomity, bo od razu udało mi się wskoczyć do pierwszego składu. Bardzo szybko zadebiutowałem w europejskich pucharach w meczach z irlandzkim Shamrcok Rovers i austriacką Admirą Wacker. Pierwszy sezon był wspaniały: jako 21-letni zawodnik rozegrałem w samej lidze 30 spotkań.
Niestety, kolejny sezon skończył się dla mnie po 8 kolejkach. W meczu z GKS Katowice zerwałem więzadła krzyżowe w kolanie i przez ponad rok leczyłem kontuzje. Później trener Henryk Apostel powiedział mi wprost, że zanim pomyślę o walce o powrót do składu, muszę się gdzieś ograć. I tak na pół roku trafiłem do walczącej o utrzymanie Lechii Gdańsk, w której wiosną zagrałem we wszystkich spotkaniach. Wprawdzie w rundzie rewanżowej straciliśmy najmniej bramek spośród wszystkich zespołów, to i tak musieliśmy się pożegnać z pierwszą ligą. Szkoda, bo zespół był wtedy naprawdę niezły. To właśnie z Gdańska do wielkiej piłki startowali Marek Zieńczuk, Tomasz Dawidowski czy Jarosław Bieniuk.

Po półrocznym pobycie w Gdańsku wrócił pan na Śląsk.
- Wybrałem propozycję z trzecioligowego Grunwaldu Ruda Śląska, ale już po roku po barażach awansowaliśmy do drugiej ligi. Wraz z awansem zaczęły się jednak problemy finansowe, a w klubie zaczął się robić duży bałagan. W Rudzie Śląskiej spędziłem trzy lata i co najmniej o jeden rok za dużo.

W wieku 29 lat wrócił pan jednak na piłkarskie salony po awansie ze Szczakowianką Jaworzono do pierwszej ligi.
- Grunwald zamieniłem krótko na również drugoligową Polonię Bytom. Później przechodząc do Szczakowianki zrobiłem krok w tył, aby bardzo szybko zrobić dwa kroki do przodu. W cuglach awansowaliśmy do drugiej ligi, potem wywalczyliśmy awans do pierwszej. a ja zagrałem jeszcze 27 meczów w ekstraklasie.
Grałem również w tych nieszczęsnych barażach przeciwko Świtowi Nowy Dwór Mazowiecki. Dla nas, piłkarzy były to normalne, ciężkie mecze walki i nie mam pojęcia, co się działo za naszymi plecami. Później wynikła z tego wielka afera i naprawdę szkoda mi Szczakowianki, która była dobrze zorganizowanym klubem.

Ostatnie cztery lata spędził pan w Gliwicach. Piast to zespół z dobrym zapleczem, sporymi aspiracjami, ale o świetne wyniki było bardzo ciężko.
- W pierwszym sezonie graliśmy bardzo słabo, ale na szczęście uniknęliśmy baraży. W drugim było gorzej, bo o utrzymanie walczyliśmy z Unią Janikowo. Były to chyba dwa najcięższe spotkania w mojej karierze, ale jak już wspominałem, w barażach zawsze byłem górą (śmiech). Później na "dzień dobry" odebrali nam 10 punktów, ale w sezonie 2005/06 wszystko zaskoczyło i gdyby nie słabsza końcówka, zagralibyśmy w barażach o awans.
A obecny sezon? Nie sądzę, żeby obecny Piast był w stanie awansować do pierwszej ligi. Wydaje mi się, że balon został napompowany zbyt mocno, szczególnie po wysokiej wygranej na inaugurację z Zagłębiem Sosnowiec. A tak skończyliśmy rundę na dziesiątym miejscu i z nowym trenerem.

Kiedy zawodnik, który przez kilka lat grał na najwyższym piłkarskim poziomie, decyduje się na powrót na "stare śmieci", czuje się zazwyczaj spełnionym piłkarzem. Czy Jarosław Zadylak czuje się spełniony?
- Mogę być chyba zadowolony. Do stu meczów w pierwszej lidze zabrakło chyba niewiele, grałem w "wielkim" Górniku Zabrze, w europejskich pucharach. Chociaż czasami zastanawiam się. jak potoczyłyby się moje losy, gdyby nie ta kontuzja kolana...

Piłka nożna to niejedyny sport zespołowy, w którym próbował pan swoich sił. W tym roku po raz drugi można było pana zobaczyć na lodzie podczas "Gwiazd na Gwiazdkę".
- Cieszę się, kiedy jestem zapraszany na różne imprezy. Nie dość, że w jakiś sposób możemy wspomóc potrzebujące osoby, to jeszcze można się sprawdzić w innej dyscyplinie sportowej. Radkowi Gilewiczowi nigdy nie odmówię, a kiedy będzie wracał do Polski, będę go namawiał do gry w GKS (śmiech).

Słyszałem, że na początku swojej przygody z piłką w GKS był pan niezłym kawalarzem. Michał Słonina może czuć się zagrożony ;-)?
- Nie wiem, jak wygląda to teraz, ale wtedy zawsze najmłodsi piłkarze dbali o dobry humor całego zespołu (śmiech). Trener Wira często nas upominał, ale tylko na treningach, bo kiedy przychodził mecz, to trzeba było być zawsze skoncentrowanym. Na treningach jednak lubię się pośmiać.

Prywatnie Jarosław Zadylak jest mężem Joanny i ojcem dwóch dziewczynek: 11,5-rocznej Andżeliki i 3,5-rocznej Nikolii.

Wyszukiwarka



Tabela ligowa

1. Odra Opole 33
2. Chojniczanka Chojnice 32
3. Miedź Legnica 31
4. Raków Częstochowa 29
5. Stal Mielec 28
6. Chrobry Głogów 27
7. Zagłębie Sosnowiec 26
8. Puszcza Niepołomice 26
9. GKS Katowice 25
10. Drutex-Bytovia 23
11. Wigry Suwałki 23
12. Podbeskidzie Bielsko-Biała 23
13. Pogoń Siedlce 23
14. GKS Tychy 20
15. Stomil Olsztyn 19
16. Olimpia Grudziądz 18
17. Górnik Łęczna 17
18. Ruch Chorzów 15
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

GKS Tychy - Wigry Suwałki
sobota, 18 listopada 2017


GKS Tychy TV

18. kolejka Nice 1 Liga: Skrót meczu GKS Tychy - Wigry Suwałki 0:3


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2017 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies