position: absolute; right: 25px; top: 48pxposition: absolute; right: 05px; top: 28px

Wywiady

Piłka nożna › Aktualności › Wywiady

Piotr Mandrysz: Wykonaliśmy plan maksimum

sobota, 15 grudnia 2012
autor: Mateusz Długasiewicz
gość: Piotr Mandrysz
Fot. Ł. Sobala

6 miejsce i 29 zdobytych punktów. Takim bilansem po rundzie jesiennej może pochwalić się zespół GKS Tychy, który po osiemnastu latach wrócił na drugi szczebel rozgrywkowy w Polsce. W obszernym wywiadzie z trenerem tyskiej drużyny - Piotrem Mandryszem znajdziecie m.in. podsumowanie pierwszej części obecnego sezonu, przyczyny słabego początku rozgrywek, a także kilka słów o… Arkadiuszu Miliku. Zapraszamy do lektury.

Mateusz Długasiewicz: GKS Tychy punktował, wygrywał, tracił mało goli. W opinii wielu ekspertów tyski zespół był rewelacją rundy jesiennej. Czy trener rzeczywiście podziela tą opinię?
Piotr Mandrysz: - To zawsze jest miłe dla zespołu, jak również dla trenera, gdy inni ludzie z branży doceniają efekty wykonywanej pracy. Myślę, że możemy tak powiedzieć, zważywszy na okoliczności, w jakich ta drużyna się rodziła, na rozgrywanie meczów domowych w Jaworznie, czy wreszcie na to, że po wielu latach była beniaminkiem na tym szczeblu rozgrywek. Wydaje mi się, że nie zabrzmi to nieskromnie, jeśli zgodzę się z taką opinią. Wykonaliśmy plan maksimum.

Po pięciu kolejkach GKS Tychy znajdował się na przedostatnim miejscu w tabeli, bez zwycięstwa, z zaledwie trzema punktami na koncie. Czy wówczas nie miał trener chwili zwątpienia?
- Nie, bo już w chwili ogłoszenia terminarza rozgrywek zdawaliśmy sobie sprawę, że pierwsze cztery spotkania gramy z zespołami, które w zeszłym sezonie do samego końca biły się o Ekstraklasę. Może w mniejszym stopniu była to drużyna Floty Świnoujście, ale z doświadczenia wiem, że z nimi zawsze grało się ciężko. Tak więc te cztery mecze nie mogły należeć do łatwych, tym bardziej, że większość naszych piłkarzy debiutowała w I lidze. I już na początku musieli zmierzyć się z tak, jak wydawało się na papierze, wymagającymi przeciwnikami.

Czyli główną przyczyną słabego początku był terminarz?
- Na pewno tak. Poza tym zespół potrzebował czasu na zgranie się ze sobą, bo na początku z różnych względów stosowaliśmy dużą rotację. Piłkarze musieli też trochę okrzepnąć w tej lidze, odpowiednio się do niej przygotować.

Po kilku kolejkach ze składu wypadli Kamil Łączek, Damian Czupryna i Krzysztof Bizacki. To efekt słabszej formy tych zawodników?
- Myślę, że było to wypadkową codziennej pracy. Kadra zespołu piłkarskiego nie może liczyć czternastu, czy szesnastu zawodników. My mieliśmy ją stosunkowo liczną, stąd też po słabym starcie sezonu, kiedy wyniki nie satysfakcjonowały nikogo, trzeba było coś zmienić. Padło na takich, a nie innych piłkarzy. Nie chciałbym tutaj mówić, że w związku z tym oni zawiedli. Ja, jako trener, musiałem poszukać innego sposobu, żeby drużyna zaczęła punktować. Po tych korektach w składzie, jak wszyscy wiemy, ruszyło i forma poszła w górę.
 
Ustawienie linii obrony: Mańka, Kopczyk, Balul, Mączyński wyklarowało się dopiero w piątej kolejce. Warto było jednak czekać, bo ta defensywa wspomagana pewnym w bramce Piotrem Misztalem okazała się strzałem w dziesiątkę, co doskonale pokazuje statystyka straconych goli.
- Rzeczywiście, w każdej z czterech poprzednich kolejek nasza linia obrony wyglądała inaczej. Wpływ na to miało jednak wiele czynników, jak czerwona kartka Maćka Mańki z Zawiszą Bydgoszcz, złamany nos Łukasza Kopczyka, czy też dylemat z obsadą lewego obrońcy. Sezon rozpoczął Kamil Łączek, a później zastąpił go Mateusz Mączyński, który przecież wiosną nie grał zbyt wiele. W piątej kolejce wykrystalizowało nam się ustawienie, które potem było już takim żelaznym zestawieniem. Przez całą rundę ci podstawowi gracze musieli się mieć jednak na baczności, bo naciskali ich zawodnicy, który wówczas nie mieścili się do wyjściowego składu.

W tej rundzie objawiło nam się kilku zawodników, ale chyba największym zaskoczeniem jest postawa Marcina Folca, który przed sezonem był stawiany jako napastnik numer 3. Tymczasem od szóstej kolejki był podstawowym zawodnikiem, i z 7 bramkami został najlepszym strzelcem GKS Tychy.
- Ujmę to tak. Dla mnie zaskoczeniem nie była forma Marcina z rundy jesiennej, a bardziej ta, którą prezentował w ubiegłorocznych rozgrywkach. Znam go już długo, i wiem, że potrafi zdobywać bramki. Poza tym bardzo dobrze gra głową, a oprócz niego nie mamy w zespole zawodnika, który ma ten element tak opanowany. Możliwe zatem, że dla innych jego gra była zaskoczeniem pod tym względem. Dla mnie natomiast, jeśli chodzi o rezultat strzelecki. Nie pamiętam rundy, w której Marcin strzeliłby aż tyle goli. Tym bardziej, że nie grał przecież we wszystkich spotkaniach. Myślę, że ten bilans pozytywnie napędza do dalszej pracy również samego Marcina, bo jest to taki chłopak, który nie spoczywa na laurach. Od stycznia rozpoczną się jednak nowe przygotowania, i każdy wejdzie w nie z czystą kartą, także Marcin. Uważam również, że tą rundą wiele dla siebie wygrał Mateusz Mączyński. W poprzednim sezonie przegrywał rywalizację czy to z Kamilem, czy to z Pawłem Lesikiem. Tym razem jak już wskoczył do podstawowej jedenastki, to do końca miejsca nie oddał. Dlatego jego też mogę określić jako objawienie jesieni.

Kilku graczy, jak np. Piotrek Misztal, Maciek Mańka, czy Adrian Chomiuk, było bacznie obserwowanych przez scoutów innych klubów. Czy nie obawia się trener utraty którychś z tych zawodników, którzy stanowią przecież o sile tego zespołu?
- Scouci różnych klubów obserwują wiele spotkań. Ja sam często odwiedzam inne stadiony, ale nie oznacza to, że od razu chciałbym mieć u siebie jakiegoś piłkarza z tej drużyny. Dlatego nie wysuwałbym z tych obserwacji daleko idących wniosków. My nie możemy obiecać zawodnikom nie wiadomo jakich pieniędzy, ale na pewno te sumy, które mają zagwarantowane otrzymują w terminie. Jeśli weźmiemy pod uwagę również fakt, że w tej drużynie się spełniają, to ja takowych obaw nie mam. Oczywiście może się zdarzyć, że któryś z piłkarzy będzie chciał odejść i grać w wyższej lidze, ale na obecną chwilę takich sygnałów nie mam, więc na urlop udaję się ze spokojem. Dla piłkarza, oprócz możliwości grania, ważna jest także atmosfera w szatni, którą myślę, że my mamy bardzo dobrą.

Latem do drużyny dołączyło sporo nowych zawodników. Jak trener ocenia ich postawę?
- Przed sezonem doszło do sporych roszad w składzie, ale nie do końca takiej rewolucji się spodziewaliśmy i chcieliśmy. Nie mieliśmy jednak wpływu na pewne rzeczy, do których nie chcę już wracać, bo wspominałem o nich wcześniej. Musieliśmy zatem sięgnąć po nowych piłkarzy, którzy w różnym stopniu pomogli nam w rundzie jesiennej. Na pewno każdy z nich starał się jak mógł, by przebić się do wyjściowego składu. Nie każdemu się to natomiast udało, ale przecież nie zapominajmy o chłopakach, którzy ten awans wywalczyli. Nie można było zrobić tak, że jedni zawodnicy wypracowali I ligę, a później inni w niej grają. Nie chciałbym mówić o tych, którzy zawiedli, bo każdy śledzący nasze losy, ma tego świadomość. Z dumą powiem natomiast o tych, co się sprawdzili. Na pewno Piotr Misztal, Piotr Rocki, choć w jego przypadku takiej dyspozycji się spodziewałem, a także Adrian Chomiuk.

Jeszcze przed urlopami na testach pojawili się Adrian Imiela z Granatu Skarżyska-Kamiennej i Marcin Ściański z Ruchu Zdzieszowice. Czy Ci zawodnicy stawią się na treningach w styczniu?
- Będziemy chcieli, aby dwójka tych młodych piłkarzy 5 stycznia rozpoczęła z nami przygotowania. Do pierwszego obozu, a najpóźniej do końca stycznia, będziemy chcieli określić się co do ich przydatności do drużyny pod kątem rundy wiosennej. Istotne jest to, czy będą w stanie szybko wkomponować się w zespół i wywierać presję, lub „wygryźć” ze składu  innych.

Po zakończeniu poprzedniego sezonu rozmawialiśmy o odejściu Damiana Szczęsnego do Podbeskidzia. Tak też się stało, Damian odszedł do Bielska-Białej. Czy uważa trener to za dobry krok patrząc na to z perspektywy tej rundy?
- Niestety moje słowa się sprawdziły, i mówię to bez żadnej satysfakcji. Skoro Damian już odszedł, to życzyłem mu jak najlepiej, żeby podbił boiska Ekstraklasy. Póki co to mu się nie udało. Nie wiem jeszcze jaka przyszłość czeka go w Podbeskidziu, ale wiadomo, że była to fatalna runda zarówno dla niego, jak i dla klubu z Bielska-Białej. Damian był piłkarzem tej drużyny, a więc po części również on jest odpowiedzialny za ten wynik. To zawodnicy grają, i albo są chwaleni, albo krytykowani. Przed odejściem uczulałem Damiana przed pewnymi sprawami. Zagrał przecież raptem jeden sezon w drugiej lidze, co prawda bardzo dobrze, ale jak widać był to za duży przeskok.

Jakie są szanse, że Damian wróci do Tychów?
- To, czy ja chciałbym, aby Damian wrócił do GKS ma naprawdę niewielkie znaczenie. Ja chciałem, żeby „Szczeniak” nie odchodził do Podbeskidzia, a skończyło się zupełnie inaczej. Na to musi się złożyć szereg czynników, takich jak np. opinia jego obecnego klubu co do dalszej przydatności w drużynie. Natomiast w Tychach drzwi dla niego są otwarte. Ja widziałbym Damiana w tym zespole, ale pytanie, czy również sam zawodnik by tego chciał. Sytuacja w Bielsku-Białej powinna wyjaśniać się z każdym dniem, dlatego liczę, że w najbliższej przyszłości wszystko będzie jasne.

Pod koniec jesieni swoją szansę na pokazanie się otrzymało czterech juniorów. Jak przedstawia się ich przyszłość, czy ktoś dostanie szansę na regularne treningi z pierwszym zespołem?
- Każdy z tych młodych zawodników jest utalentowany, a przecież pamiętajmy, że to nie wszyscy, bo w Akademii jest więcej ciekawych chłopaków. Z pewnością będę chciał się im dalej przyglądać. Natomiast tego typu sytuacje mają być bodźcem dla nich, aby wiedzieli, że ich też się obserwuje. To, że mogli trenować z pierwszą drużyną i zagrać w sparingu z Sołą Oświęcim, ma im też uświadomić jak wiele pracy ich jeszcze czeka. Nie oszukujmy się, to jest I liga, która ma określone wymagania. Nie zawsze trafi się piłkarz pokroju Arkadiusza Milika, który w młodym wieku wskoczy do składu. Nawiązując do Milika, chciałem powiedzieć, że na początku występował przecież w trzecioligowym Rozwoju Katowice, a dopiero później w Górniku Zabrze. Potrzebował roku, żeby się rozwinąć, dlatego to nie jest łatwa sprawa dla tych chłopaków. Akurat tej czwórce ciężko będzie trenować z nami regularnie, przynajmniej w rundzie wiosennej, bo jest to rocznik z pierwszej klasy liceum. Z kolei starsi chłopcy mają na głowie maturę, która - wiadomo - jest ważnym etapem w życiu młodego człowieka. Nie każdy przecież zostaje wybitnym sportowcem. Zobaczymy jak to będzie wyglądało w dalszej części roku, ale na razie tak daleko w przyszłość nie chciałbym wybiegać. Sam mogę się wypowiadać tylko o rzeczach, które mają mieć do czerwca.

Znamy już listę sparingpartnerów, ale czy mogą w niej zajść jeszcze jakieś zmiany, ewentualnie kolejne gry kontrolne?
- Terminarz sparingów nie jest zamknięty, bowiem być może zagramy jeszcze jedną podwójną grę kontrolną. Jeżeli uznamy, że takowa będzie nam potrzebna, to jak to się mówi, pokażemy się w dwóch składach. Na pewno w takim systemie zagramy 19 stycznia i 2 lutego.

Jak trener podsumowałby kończący się powoli rok, który dla tyskiego klubu był przecież rokiem przełomowym?
- Przy okazji ostatniego treningu przed urlopami, i zarazem ostatniego w gościnnych murach Stadionu Miejskiego, powiedziałem zawodnikom, że ten rok był bardzo dobry, bo po wielu latach skończył się promocją do I ligi, gdzie drużyna nie odgrywała przecież roli „chłopca do bicia”. Trudno więc nie być zadowolonym. Życzyłem chłopakom też tego, aby ktoś kto będzie podsumowywał przyszły rok, również mógł mówić o tym zespole z uznaniem.

Czego szkoleniowiec GKS Tychy życzy sobie w Nowym Roku?
- Na pewno spokojnej pracy, bez problemów z poważnymi urazami, bo te nigdy nie pomagają, a tylko przeszkadzają. Oczywiście sobie życzę zdrowia, które jest przecież najważniejsze. Bez niego nie ma niczego.

Rozpoczyna się okres urlopowy. Jak Piotr Mandrysz spędzi ten czas?
- Jak co roku, na grudniowy urlop wybieram się do Austrii na narty. Po zakończeniu kariery zawodniczej jest to dla mnie najmilszy sposób na zimowy odpoczynek. Cieszę się, że spędzę go z najbliższą rodziną.

Wyszukiwarka



Tabela ligowa

1. Chojniczanka Chojnice 31
2. Miedź Legnica 30
3. Odra Opole 30
4. Raków Częstochowa 28
5. Chrobry Głogów 27
6. Puszcza Niepołomice 25
7. Stal Mielec 25
8. GKS Katowice 24
9. Drutex-Bytovia 23
10. Zagłębie Sosnowiec 23
11. Podbeskidzie Bielsko-Biała 23
12. Pogoń Siedlce 22
13. GKS Tychy 20
14. Wigry Suwałki 19
15. Stomil Olsztyn 19
16. Olimpia Grudziądz 18
17. Górnik Łęczna 17
18. Ruch Chorzów 14
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

GKS Tychy - Zagłębie Sosnowiec
niedziela, 12 listopada 2017


GKS Tychy TV

Raport przed meczem GKS Tychy - Wigry Suwałki


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2017 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies