position: absolute; right: 25px; top: 48pxposition: absolute; right: 05px; top: 28px

Wywiady

Piłka nożna › Aktualności › Wywiady

Paweł Król: Liczy się tu i teraz

czwartek, 28 czerwca 2012
autor: Łukasz Sobala
gość: Paweł Król
Fot. Ł. Sobala

Paweł Król, który jako pierwszy wzmocnił GKS Tychy przed startem sezonu 2012/13, to niewątpliwie piłkarz po przejściach. Co prawda 24-letni obrońca w swojej karierze rozegrał 14 spotkań na poziomie polskiej ekstraklasy, ale przez pozaboiskowe zawirowania i poważną kontuzję stracił ponad rok. Teraz jednak zawodnik, który swojego czasu był wielką nadzieją Górnika Zabrze, myśli o występach w pierwszej lidze. - To dla mnie kolejny mały kroczek w karierze. Lepiej jeść małymi łyżeczkami, bo w innym przypadku szybko można się zachłysnąć - nie ukrywa gracz, który w razie potrzeby może występować zarówno na środku i lewej stronie obrony, a także jako defensywny pomocnik.

Kontrakt z GKS Tychy podpisałeś już w kwietniu. Jak to się stało?
- Słuchy o tym, że GKS Tychy jest zainteresowany moją osobą, dochodziły do mnie już od pewnego czasu. Konkretne zapytanie otrzymałem jednak dopiero po meczu w Jaworznie, który GKS wygrał z Bałtykiem Gdynia 1:0. Wówczas podszedł do mnie prezes Henryk Drob i zapytał, czy chciałbym reprezentować tyskie barwy, a następnie zadzwonił do mnie. Zresztą mój numer telefonu prezes dostał od Remka Malickiego, z którym grałem w Bałtyku. Gdy już się spotkaliśmy, to bardzo szybko doszliśmy do porozumienia w sprawie warunków kontraktu i podpisaliśmy wstępną umowę. Cieszę się, że tak pozytywnie wszystko się potoczyło i że jestem teraz zawodnikiem GKS Tychy. Pierwsza liga jest dla mnie kolejnym małym kroczkiem w karierze. Lepiej jeść małymi łyżeczkami, bo w innym przypadku szybko można się zachłysnąć.

Informacja o tym, że związałeś się z tyskim klubem, ujrzała światło dzienne dopiero w czerwcu. Miałeś jakieś obawy przed wcześniejszym jej upublicznieniem?
- Prezes Henryk Drob nie chciał, żeby ta informacja została wcześniej upubliczniona, bo drużyna GKS walczyła o awans i różnie to mogło wpłynąć na zawodników. Dochowaliśmy tajemnicy do samego końca, bo ani ja, ani nikt z klubu nic nikomu nie przekazał. Dopiero w czerwcu na oficjalnej stronie klubu poinformowaliście, że jestem piłkarzem GKS Tychy. Gdyby jednak ta informacja ujrzała światło dzienne jeszcze w trakcie rozgrywek, to na pewno nie wpłynęłoby to na moją postawę. Dlaczego? Z prostego powodu - jestem piłkarzem charakternym, który nigdy nie odstawia nogi i zawsze gra na „maksa”. Taką postawę prezentowałem do ostatniego ligowego spotkania w Gdyni.

Podpisując kontrakt na pewno miałeś nadzieję, że w przyszłym sezonie będziesz występował na pierwszoligowych boiskach.
- Po trzech-czterech kolejkach poprzedniego sezonu redaktorzy nieoficjalnej strony Bałtyku zadali mi pytanie, które drużyny awansują na zaplecze T-Mobile Ekstraklasy. Bez zastanowienia odpowiedziałem, że będą to Miedź Legnica i GKS Tychy. Te dwie ekipy od początku sezonu udowadniały, że są za dobre, żeby grać na tym szczeblu rozgrywek. Jak widać, moje przypuszczenia się sprawdziły.

Spotkałem się z opinią, że Paweł Król był najlepszym transferem Bałtyku Gdynia w przeciągu kilku ostatnich lat.
- Czytaliśmy chyba ten sam artykuł (śmiech). Nie ukrywam jednak, że z powodu tej opinii jest mi bardzo miło. Nad morzem spędziłem dwa i pół roku. W tym okresie grałem praktycznie we wszystkich meczach. Występowałem jako kapitan, co było dla mnie bardzo dużą nobilitacją. Szkoda odchodzić, ale chce się rozwijać i mam ambicję, żeby grać w jak najwyższej lidze.

Miniony sezon musisz jednak uznać za nieudany, bo Bałtyk spadł do trzeciej ligi.
- Jest mi z tego powodu wstyd i szkoda nawet o tym rozmawiać. Ten spadek dalej boli i we mnie siedzi, bo trudno to, co się stało, racjonalnie wytłumaczyć. Jestem przekonany, że na taki stan rzeczy na pewno miały wpływ częste zmiany trenerów. Czterech różnych szkoleniowców w ciągu jednego sezonu świadczy o tym, że w klubie nie wszystko funkcjonowało tak, jak powinno. Teraz mam nadzieję, że w sportowej rywalizacji wywalczę miejsce w podstawowej jedenastce GKS Tychy i że w pierwszej lidze zajmiemy godne miejsce, które pozwoli na spokojny byt.

Z Bałtyku, który swoje mecze rozgrywa na sztucznej murawie, przeniosłeś się do klubu, który na obecną chwilę nie posiada własnego stadionu. Specyficzna sytuacja…
- Można powiedzieć, że jak na złość treningi w GKS rozpoczęliśmy na boisku ze sztuczną nawierzchnią. Śmiałem się nawet z Piotrkiem Misztalem, że miałem nadzieję, że już na dobre uwolniłem się o tego „plastikowego” boiska z Gdyni. Tak naprawdę w Bałtyku woleliśmy grać na wyjazdach, nie zważając na ilość kilometrów, które musieliśmy przejechać. Gra na sztucznej trawie jest specyficzna, o wiele bardziej męcząca i kontuzjogenna. A co do gry w Jaworznie to na pewno nie jest to łatwa sytuacja dla drużyny, ale chłopaki pokazali w poprzednim sezonie, że grając tylko na wyjeździe można grać dobrze i awansować do wyższej ligi. Trzeba zakasać rękawy, grać o swoje i wyczekiwać pięknego stadionu w Tychach.

Krzysztof Bizacki i Mariusz Masternak to najbardziej doświadczeni tyscy zawodnicy. W Bałtyku Gdynia miałeś jednak przyjemność grać z Piotrem Włodarczykiem. Obecność takich piłkarzy pomaga?
- Grono doświadczonych zawodników musi być w każdym zespole. Bez nich trudno o dobry wynik, bo młodzi piłkarze w trudnych chwilach mogą po prostu nie dać rady. Dodatkowo starsi zawodnicy są idealnym wzorem do naśladowania. Swoją drogą gdy „Włodar” dowiedział się, że przechodzę do Tychów, od razu kazał mi pozdrowić Krzyśka Bizackiego, z którym w przeszłości grał w Ruchu Chorzów.

Twoim atutem niewątpliwie są… dalekie wyrzuty piłki z autu. Trzeba przyznać, że to nietypowa umiejętność.
- Jak sięgam pamięcią, to dopiero na jednym z treningów Bałtyku prowadzonym przez trenera Piotra Rzepkę okazało się, że potrafię naprawdę daleko wyrzucić piłkę z autu. Trener zorganizował wówczas konkurs, podczas którego wraz z upływem czasu koledzy z drużyny podpuszczali mnie, żebym próbował rzucić o jeszcze kilka metrów dalej. Okazało się, że może być to naprawdę groźna broń. Zresztą na własnej skórze przekonał się o tym tyski zespół. Słyszałem, że doszło już do tego, że trenerzy drużyn przeciwnych na przedmeczowych odprawach każą swoim zawodników, żeby w sytuacjach, które dzieją się w okolicach pola karnego, wybijali piłki na rzut rożny, a nie na aut, bo jest to groźniejszy element gry. Trzeba jednak przyznać, że gdy walczy się o wynik do ostatniej minuty spotkania, takie alternatywne zagranie jest w cenie. Z takiego zagrania swojego czasu słynął Tomasz Hajto, a najgłośniej było i nadal jest o Rory Delapie ze Stoke City. On ma jednak lepsze predyspozycje, bo to były oszczepnik.

W wieku 17 lat zadebiutowałeś na boiskach Ekstraklasy w barwach GKS Katowice, ale za długo w niej nie pograłeś.
- Stało się to chyba z tego powodu, że gdy miałem 18 lat i skończył mi się kontrakt z Górnikiem Zabrze, to dostałem propozycję wyjazdu na testy do szkółki Manchesteru City. Skorzystałem z tej oferty i miałem zostać w Manchesterze, bo byli tam ze mnie zadowoleni. Niestety ich oferta finansowo nie wyglądała najlepiej i wróciłem do Polski. W tym czasie zabrzański klub nie zaproponował mi nowej umowy. Mam wrażenie, że działacze Górnika wtedy się na mnie obrazili. Z tego powodu przez prawie cztery miesiące byłem bez klubu, aż do momentu podpisania kontraktu z Koroną Kielce. Dla młodego zawodnika rozbrat z piłką na tak długi okres to mała tragedia. Trenować samemu to zupełnie inna bajka niż z całym zespołem. Pół roku zajęło mi, aby wrócić do właściwej formy fizycznej. Jeszcze kiedy przebywałem w Anglii otrzymałem propozycję transferu do Widzewa Łódź. Zadzwonił do mnie sam Zbigniew Boniek, ale odmówiłem, bo liczyłem na wyjazd za granicę.

O Tobie i kolejnym nabytku GKS, czyli Mateuszu Bukowcu mówiło się kiedyś jako o wielkich nadziejach Górnika Zabrze.
- Wszyscy dookoła tak nas określali. Nie ma jednak się co dziwić, bo awansowaliśmy do pierwszego zespołu jako młodzi chłopcy i w krótkim czasie rozegraliśmy kilka spotkań w lidze. Razem z Mateuszem czasem zastanawiamy się, co było przyczyną, że nie udało nam się poważnie zaistnieć w tej wielkiej piłce, ale nie potrafimy znaleźć jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Może sami popełniliśmy jakieś błędy bądź zaufaliśmy nieodpowiednim osobom? Wiemy jednak, że czasu nie cofniemy i skupiamy się na tym, co jest tu i teraz.

Korona Kielce to rozdział w Twojej karierze, który raczej chciałbyś wymazać z pamięci?
- Można powiedzieć, że czas spędzony w Koronie to był dla mnie czas stracony. Byłem tam co najmniej o dwa lata za długo. Kiedy chciałem, żeby klub mnie wypożyczył, to nie było na to zgody, a za drugim razem akurat miałem kontuzję - skręciłem staw skokowy. Niemniej jednak trudno powiedzieć, czy na pobycie w Kielcach straciłem piłkarsko, bo na co dzień trenowałem z bardzo dobrymi zawodnikami. Natomiast mecze rozgrywałem w Młodej Ekstraklasie, w której grali wtedy tacy zawodnicy jak m.in. aktualny kapitan Wisły Kraków Cezary Wilk czy Jacek Kiełb, Patryk Małecki, Tomasz Nowak. Zdobyliśmy wtedy wicemistrzostwo, a ja byłem kapitanem. Niemniej jednak lepiej grać na co dzień wśród seniorów, w meczach o prawdziwą stawkę.

Drugim nieciekawym momentem w Twojej karierze jest poważna kontuzja kolana.
- To, co się wydarzyło 23 maja 2009 roku, pamiętam doskonale do dnia dzisiejszego. Podczas meczu Odry Opole w Gorzowie Wielkopolskim z GKP ścigałem się z przeciwnikiem i w pewnym momencie coś trzasnęło mi w kolanie. Okazało się, że zerwałem więzadła krzyżowe. Co ciekawe rezonans magnetyczny miałem robiony w Tychach. Sam sobie go tutaj załatwiałem. Z kolei operowany byłem w Poznaniu przez doktora Piątka. W tej przykrej sytuacji musiałem liczyć tylko na siebie, bo 30 czerwca skończył mi się kontrakt w Koronie, która zostawiła mnie na lodzie. Dzięki pomocy rodziny dałem jakoś radę. Wiadomo przecież, że leczenie kosztuje. Jestem bardzo wdzięczny rodzicom za okazaną mi wtedy pomoc.

Ciężko się wraca do futbolu po takiej kontuzji?
- Bardzo ciężko jest wrócić po takim urazie do piłki i grać na wysokim poziomie. Ja na szczęście jakoś się pozbierałem, a pomógł mi śp. doktor Wielkoszyński. U niego odbudowałem się fizycznie. Moje nieszczęście polegało jeszcze na tym, że gotowy do gry byłem w zimie, a wtedy w Polsce rozgrywki się po prostu nie odbywają. Kiedyś policzyłem, że mój rozbrat z ligą trwał równe 300 dni. Dla piłkarza to jest wieczność!

Cieszy Cię powrót na Śląsk?
- Powrót na Śląsk bardzo mnie cieszy. Zresztą moją rodzinę również. W Gdyni żyło się fajnie, ale wrócić w miejsce, gdzie człowiek dorastał, jest jeszcze lepsze. Jak będę tęsknił za morzem, to pojadę tam z dziewczyną na wakacje (śmiech).

Wyszukiwarka



Tabela ligowa

1. Chojniczanka Chojnice 31
2. Miedź Legnica 30
3. Odra Opole 30
4. Raków Częstochowa 28
5. Chrobry Głogów 27
6. Puszcza Niepołomice 25
7. Stal Mielec 25
8. GKS Katowice 24
9. Drutex-Bytovia 23
10. Zagłębie Sosnowiec 23
11. Podbeskidzie Bielsko-Biała 23
12. Pogoń Siedlce 22
13. GKS Tychy 20
14. Wigry Suwałki 19
15. Stomil Olsztyn 19
16. Olimpia Grudziądz 18
17. Górnik Łęczna 17
18. Ruch Chorzów 14
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

GKS Tychy - Zagłębie Sosnowiec
niedziela, 12 listopada 2017


GKS Tychy TV

Raport przed meczem GKS Tychy - Wigry Suwałki


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2017 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies