position: absolute; right: 25px; top: 48pxposition: absolute; right: 05px; top: 28px

Wywiady

Piłka nożna › Aktualności › Wywiady

Łukasz Kopczyk: Nie czuję się symbolem GKS Tychy

piątek, 19 listopada 2010
autor: Łukasz Sobala
gość: Łukasz Kopczyk
Fot. Ł. Sobala

Łukasz Kopczyk od 10 lat jest filarem tyskiej defensywy, która w obecnym sezonie nie straciła bramki na własnym stadionie. 29-letni piłkarz nie czuje się jednak symbolem obecnego GKS Tychy. - Ja jestem znany przede wszystkim lokalnie w Tychach, więc może dlatego niespecjalnie odczuwam, ze miałbym być symbolem tego klubu – mówi zawsze skromny kapitan tyskiego zespołu. W obszernym wywiadzie z popularnym „Kopą” przeczytacie m.in. o początkach w tyskich barwach oraz pracy w Straży Miejskiej.

W meczu z Lechią Zielona Góra, które kończyło rundę jesienną, rozegrałeś swój 280. mecz ligowy w GKS. Pamiętasz początki w tyskich barwach?
- Gdy skończyłem grać w juniorach MOSM Tychy nie skierowałem od razu swoich kroków do GKS, bo trenerzy wybrali z naszej drużyny innych zawodników. Bardziej obiecujący wydawał się wtedy na przykład Sebastian Idczak. Dlatego moje pierwsze próby z seniorskim futbolem chciałem zacząć w MKS Lędziny lub GTS Bojszowy, ale tam mi się nie udało załapać do składu i wówczas trener tyskiego zespołu, którym był Zbigniew Konieczko. zgodził się, żebym trenował z nimi. Cieszę się, że trener Konieczko dał mi szansę, bo jak widać chyba się sprawdziłem. Pod żadnym względem nie żałuję, że nie trafiłem na początku swojej kariery do wspomnianych klubów, które niby występowały w wyższych ligach. Kiedyś nawet żartowaliśmy z Łukaszem Weseckim, że gdybym wówczas został w Bojszowach to nie wiadomo czy teraz gdziekolwiek grałbym jeszcze w piłkę.

Początkowo występowałeś jako prawy obrońca, teraz wraz z Mariuszem Masternakiem, występujesz w środku obrony.
- Jak zaczynałem grać w GKS Tychy to obowiązywał system gry trzema obrońcami i wtedy na stoperze grał Mirek Rus, a później Zbyszek Konieczko. Mi przypadła wtedy rola tego bocznego obrońcy. Dopiero później gdy trenerem został Albin Wira zmieniliśmy system na czterech defensorów, a ja najpierw z Łukaszem Krzyckim, a następnie już z Mariuszem Masternakiem grałem na stoperze. Zresztą z „Mastą” na boisku rozumiem się już dosłownie bez słów. Wiem co on zrobi oraz że nie przegra pojedynku w powietrzu czy sytuacji sam na sam.

Wasza współpraca jest na tyle dobra, że nie pozwoliliście na stratę gola na własnym boisku w tym sezonie. Chyba jeszcze takiej serii nie było?
- Odkąd jestem w GKS to takiej serii na pewno nie było. Zresztą pamiętam, że w zeszłym sezonie więcej bramek straciliśmy niż strzeliliśmy, więc nasza postawa w defensywie w obecnych rozgrywkach może być małą niespodzianką. Możemy mieć tylko pretensje do siebie o mecze wyjazdowe gdzie potrafiliśmy stracić naprawdę głupie bramki. Jednak 14 straconych goli to całkiem niezły bilans.

Przeżyłeś dwa awanse z GKS. Mimo iż już długo jesteś kapitanem zespołu, nie udało Ci się wprowadzić zespołu do wyższej ligi z opaską na ramieniu.
- Kiedy wywalczyliśmy pierwszy awans to byłem chyba najmłodszy w drużynie i nawet nie myślałem, że kiedyś będę kapitanem. Natomiast do drugiej ligi GKS wprowadził Jarek Zadylak, który wrócił do klubu po latach gry w wyższych ligach. Teraz czekam na trzeci awans, ale mogę już uchylić rąbka tajemnicy, że mamy układ z Krzyśkiem Bizackim. Jak będziemy pewni promocji do pierwszej ligi to on w tym ostatnim meczu wyprowadzi drużynę na boisko z opaską kapitana na ramieniu.

Bycie kapitanem jakiegokolwiek zespołu to duża odpowiedzialność. Ty już jednak chyba jesteś przyzwyczajony do tej roli?
- Miałem tylko dwie przerwy w piastowaniu tej zaszczytnej roli, więc trochę już przeżyłem. Na pewno jednak nie jest to łatwa funkcja szczególnie, gdy zespołowi nie idzie i trzeba się przed wszystkimi tłumaczyć. Szczególnie tak bywa w niedzielę, kiedy po meczu muszę iść z Krystianem Odrobińskim do pracy i na mieście spotykamy kibiców, którzy pytają dlaczego nie wygraliśmy. Jest nam wtedy po prostu wstyd.

Strata do czołówki jest minimalna. Na wiosnę chcecie powalczyć o awans?
- Padły już oficjalne deklarację od prezesa, trenera czy nas samych, że walczymy o awans do pierwszej ligi. Tym bardziej, że sytuacja ułożyła się tak, że mamy małą stratę do drużyn, które są przed nami. Chcemy to wykorzystać!

10. rok, 11. sezon w jednym zespole – to robi wrażenie. W obecnych czasach mało jest piłkarzy, którzy całe życie są związani z jednym klubem, nawet w niższych klasach rozgrywkowych.
- Tak się złożyło, że przez te 10 lat nigdy nikt z innych klubów się ze mną nie kontaktował, co jest jednoznaczne z tym, że nikt mnie nie chciał. Może jedynie z prezesami ktoś rozmawiał, ale tego nie wiem. Osobiście nigdy nie chciałem odchodzić do innej drużyny.

Jesteś już symbolem obecnego GKS Tychy. Jak się z tym czujesz?
- Ja siebie tak nie odbieram. Mimo, że już tyle lat gram w tym klubie. Dla mnie symbolem obecnego GKS Tychy można nazywać Krzyśka Bizackiego czy Mariusza Masternaka, bo gdzie nie pojedziemy na mecz to właśnie o nich jest głośno i ich wszyscy rozpoznają. Ja jestem znany przede wszystkim lokalnie w Tychach, więc może dlatego niespecjalnie odczuwam, że miałbym być symbolem tego klubu.

Z Tychami wiąże Cię nie tylko piłka, ale także praca. Jak Ci się udaje wiązać obowiązki ze Straży Miejskiej z piłkarskimi?
- Nie jest to łatwe, ale niestety graliśmy prawie zawsze na niższym szczeblu rozgrywek, gdzie zarobki piłkarza w klubie nie pozwalały na to, żeby żyć tylko z futbolu. Myślę jednak, że zarówno ja, jak i „Odro” będziemy nadal pracować w Straży Miejskiej. Nawet w przypadku awansu do pierwszej ligi. Damy radę!

Podobno Łukasz Kopczyk podczas interwencji w Straży Miejskiej jest bardzo spokojny, w przeciwieństwie do Krystiana Odrobińskiego. Ile w tym prawdy?
- Nutka prawdy w tym jest, bo już się tak utarło, że podczas patrolu czy interwencji „Kopa” jest tym dobry, a Krystian tym złym. Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze naszą pracę staramy się wykonywać tak samo dobrze jak na boisku.

W tym roku zmieniłeś stan cywilny. Żona jest Twoim największym fanem?
- Myślę, że tak. Cieszę się, że Agnieszka jest na każdym meczu u nas na stadionie, ale ojciec i siostra też chodzą na spotkania GKS. Na te ciekawsze mecze to i mama dojeżdża. W ostatnim czasie udało się jej być na pucharowych spotkaniach z Odrą Wodzisław Śląski czy Lechem Poznań.

Jakie jest największe marzenie Łukasza Kopczyka? To sportowe i to prywatne?
- Moim największym sportowym marzeniem jest, żeby w końcu doszło do budowy nowego stadionu i żebym mógł na nim zagrać. Najlepiej oczywiście byłoby wystąpić na nim w najwyższej klasie rozgrywkowej. Natomiast prywatne marzenie jest jedno - żeby dziecko, którego się spodziewamy z żoną, było zdrowe. Już nie ważne jest czy to będzie chłopczyk czy dziewczynka. Dobrze byłoby jeszcze, gdyby narodziny zeszły się z naszym awansem do pierwszej ligi.

Właśnie, od dłuższego czasu trwają dyskusje na temat budowy nowego stadionu. Jak te wieści odbiera szatnia tyskiego GKS?
- Każdy o tym wie, każdy o tym czyta, ale także każdy podchodzi do tego z dystansem, bo praktycznie w każdym mieście mówi się i pokazuje projekty nowych stadionów, a nie wszędzie one powstają. Jeździmy po różnych miastach i wiadomo, że są gorsze obiekty niż nasz. Jednak Bydgoszcz, Toruń czy nawet Sosnowiec to jest „inny świat”. Nowy stadion na pewno przyciągnie więcej kibiców i pozwoli klubowi się rozwijać. Liczymy, że ten wspaniały obiekt, który w tym roku prezydent Andrzej Dziuba przedstawił na wizualizacjach, powstanie.

Miałeś okazję grać przeciwko Jagiellonii Białystok, Wiśle Kraków czy Lechowi Poznań. Który z rywali dał Ci się we znaki najbardziej.
- Z tych wszystkich zespołów Lech był najmocniejszy personalnie, ale nie okazał się taki straszny na boisku. Myślę więc, że najbardziej mi i całej drużynie dała się we znaki Jagiellonia, która teraz w Ekstraklasie jest liderem i gra najefektowniejszy futbol. Zresztą Jaga w drodze po Puchar Polski miała największe kłopoty właśnie w meczu z nami. Strzelili nam przecież bramkę w 120. minucie dogrywki za sprawą Grosickiego, który jest tej klasy zawodnikiem, że potrafi oszukać obronę każdej drużyny.

Jako obrońca zdobyłeś 34 bramki dla GKS w meczach ligowych. Jaką uważasz za najpiękniejsza i najważniejszą?
- Przyznam, że jak przeczytałem ile zdobyłem bramek to byłem zaskoczony, bo jak na środkowego obrońcę jest to bardzo duża liczba. Najbardziej kuriozalna bramka i chyba także najpiękniejsza to ta zdobyta w Kromołowie przeciwko zespołowi Źródła z własnego pola karnego. Natomiast jeśli chodzi o najważniejszą to na pewno jest to najbardziej aktualna czyli zdobyta przeciwko Olimpii Grudziądz. Ten gol pozwolił nam wygrać i włączyć się na dobre w walkę o pierwszą ligę.

Którego z swoich byłych kolegów z boiska najmilej wspominasz?
- Jeśli na szybko przeanalizować te 10 lat to tych zawodników w GKS grało naprawdę sporo. Z tych pierwszych lat na pewno najmilej będę wspominał Marcina Soldaka, Piotrka Myszora i Michała Słoninę, z którymi praktycznie po każdym meczu spotykaliśmy się z dziewczynami, a teraz już z żonami. Natomiast po awansie do drugiej ligi dużo się pozmieniało, bo do klubu przychodzą już zawodnicy spoza Tychów. Niestety z nimi mimo wszystko ciężko się tak na co dzień kolegować. Zostali jednak chłopaki z Tychów czyli Krystian Odrobiński, Michał Kojdecki, Krzysztof Bizacki czy Mariusz Masternak.

W GKS przeżyłeś już kilku trenerów. Którego wspominasz najmilej, a którego nazwiska w ogóle byś nie chciał pamiętać?
- Wiadomo, że jak przychodzi nowy trener to po jakimś czasie jakiś zawodnik lubi go mniej lub bardziej. Ja akurat kilku trenerów w GKS przeżyłem i u każdego grałem praktycznie w podstawowym składzie, więc nie mam ulubionego, ani znienawidzonego szkoleniowca.

Kiedyś w szatni o atmosferę dbali Michał Słonina lub Jarek Zadylak. Kto teraz jednym kawałem lub zdaniem potrafi rozśmieszyć całą szatnię?
- Teraz już nie ma takiego wodzireja (śmiech), bo ostatni odszedł od nas przed startem obecnego sezonu. Mam tu na myśli oczywiście Łukasza Weseckiego. Taki cięty żart ma jeszcze Michał Kojdecki. Jednak mimo wszystko prym w rozśmieszaniu wiodą teraz młodzi zawodnicy jak Feruga, który lubi sobie podyskutować z Odrobińskim.

W GKS jest kilku młodych, zdolnych piłkarzy. Ty chyba jednak jako chłopak z Tychów szczególną uwagę zwracasz na tego najbardziej utalentowanego, Damiana Czuprynę?
- Na pewno patrzę na chłopaków z Tychów, bo na nich powinna opierać się drużyna. Nie ujmując oczywiście innym zawodnikom, którzy przychodzą do GKS, ale oni jednak prędzej czy później stąd odejdą. Musimy dbać szczególnie o chłopaków z naszego miasta. Szkoda, że Czupryna w trakcie sezonu doznał kontuzji, bo przeszkodziła mu ona w występach, które na początku sezonu były naprawdę dobre. „Czupi” to jednak młody chłopak, młodzieżowiec, na którego myślę, że trener prędzej czy później będzie stawiał, bo ma talent. Myślę również, że w przyszłych latach Damian będzie odpowiedzialny za naszą grę ofensywną i to on w przyszłości zastąpi Krzysztofa Bizackiego.

Jednak dalej wśród młodych chłopaków nie widać kogoś kto mógłby w przyszłości zastąpić Ciebie?
- Tego to ja już nie wiem, chociaż w zespole zawsze mieliśmy mało stoperów, a mnie na szczęście omijały kontuzje. Jednak jak to mówią nie ma ludzi niezastąpionych, także ktoś inny na pewno by sobie poradził.

Od lipca br. GKS ma nowy zarząd. Piłkarze odczuwają zmiany?
- Myślę, że zmiany są jak najbardziej na plus, bo od chwili przejęcia klubu przez nowy zarząd problemy finansowe nie są tak odczuwalne. Wypłaty czy premie mamy płacone na bieżąco, także nie ma głosów narzekania w szatni. Dlatego chyba też nasza postawa na boisku jest tak dobra.

Łukasz Kopczyk przedłuży kontrakt z GKS Tychy, który kończy się 31 grudnia?
- Nawet nie dopuszczam do siebie myśli, że mógłbym występować w innej koszulce, niż z herbem GKS Tychy na piersi. Jednak decyzja należy do prezesa i trenera. Na pewno będziemy rozmawiać, ale ja jestem za tym, żeby przedłużyć mój kontrakt.

Urodzony 27 września 1981 roku zawodnik jest wychowankiem MOSM Tychy. „Kopa” ma żonę Agnieszkę.

Wyszukiwarka



Tabela ligowa

1. Odra Opole 33
2. Chojniczanka Chojnice 32
3. Miedź Legnica 31
4. Raków Częstochowa 29
5. Chrobry Głogów 27
6. Zagłębie Sosnowiec 26
7. Puszcza Niepołomice 26
8. Stal Mielec 25
9. GKS Katowice 25
10. Drutex-Bytovia 23
11. Podbeskidzie Bielsko-Biała 23
12. Pogoń Siedlce 23
13. Wigry Suwałki 22
14. GKS Tychy 20
15. Stomil Olsztyn 19
16. Olimpia Grudziądz 18
17. Górnik Łęczna 17
18. Ruch Chorzów 14
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

GKS Tychy - Wigry Suwałki
sobota, 18 listopada 2017


GKS Tychy TV

18. kolejka Nice 1 Liga: Skrót meczu GKS Tychy - Wigry Suwałki 0:3


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2017 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies