position: absolute; right: 25px; top: 48pxposition: absolute; right: 05px; top: 28px

Wywiady

Piłka nożna › Aktualności › Wywiady

Krzysztof Zaremba: W drużynie nie ma kozaków

czwartek, 14 października 2010
autor: Łukasz Sobala
gość: Krzysztof Zaremba
Fot. Ł. Sobala

Gdy w 2008 roku wracał z Koszarawy Żywiec do Podbeskidzia Bielsko-Biała wydawało się, że zagrzeje tam miejsce na dłużej. Tak się jednak nie stało i został wypożyczony najpierw do Wisły Płock, a następnie do Pelikana Łowicz. Tam jednak również mu się nie powiodło. Krzysztof Zaremba odnalazł się dopiero w GKS Tychy u boku Krzysztofa Bizackiego. - Lubię z nim grać, a wręcz można powiedzieć, że tam gdzie Bizacki - tam ja strzelam bramki. Chyba będę go musiał zawsze pakować do walizki i brać za sobą - śmieje się 23-letni napastnik, który zdobył już sześć ligowych bramek.

Przychodząc do GKS Tychy pewnie zastanawiałeś się, jak to będzie, czy zrobiłeś dobry krok w swojej karierze...
- Wiedziałem od początku, że będzie dobrze, bo w GKS Tychy występuje Krzysztof Bizacki. Tak naprawdę to ja dzwoniłem do „Bizaka”, którego świetnie znam, żeby polecił mnie trenerowi. Cieszę się, że wypaliło. Warto jednak dodać, że w Tychach chciałem już grać bodajże dwa lata temu, ale wówczas nikt nie był mną zainteresowany.

Chociaż swoją pierwszą bramkę w barwach GKS Tychy strzeliłeś już w trzeciej kolejce, to chyba jednak przełamałeś się i zacząłeś grać dobrze od przegranego meczu z Zawiszą Bydgoszcz?
- Napastnika rozlicza się przede wszystkim nie z gry, ale ze strzelonych bramek. Nie da się ukryć, że na początku sezonu nie było różowo, tak jak i również po spotkaniach z Lechem Poznań czy Bałtykiem Gdynia, gdy marnowałem wyborne sytuacje bramkowe. To była naprawdę „padlina”, ale trener Nocoń zaufał mi i w końcu przełamałem się. Ciężko pracuję na treningach, zostaję na boisku także po nich i powolutku widać efekty. Moje słabsze wyszkolenie techniczne nadrabiam walecznością oraz bieganiem, które uwielbiam, bo startowałem kiedyś w maratonach.

W meczu z Zagłębiem Sosnowiec okazało się, że potrafisz zdobywać nie tylko ładne bramki głową, ale również strzałami z dystansu.
- Wiadomo, że najbardziej lubię grać i zdobywać bramki z pola karnego strzałami głową. Dlatego po drugim golu zdobytym w Sosnowcu nie wiedziałem nawet, jak się cieszyć. Na pewno będę dalej próbował strzałów z dystansu, bo siła w nodze jest.

Do GKS Tychy jesteś tylko wypożyczony, ale w jednej z rozmów już wspominałeś, że bardzo chciałbyś zostać tutaj na dłużej, bo sama atmosfera napędzą do dobrej gry.
- Proszę mi uwierzyć, że w Tychach jest to „coś”, co sprawia, że chce się grać w piłkę i zdobywać bramki. Atmosfera w szatni jest nie do opisania. W drużynie nie ma kozaków, sami normalni ludzie. W efekcie chciałbym zostać w GKS Tychy na dłuższy czas.

Cofnijmy się jednak kilka lat wstecz. W Koszarawie Żywiec tworzyłeś z Krzyśkiem Bizackiem super duet napastników, który w jednej rundzie strzelił razem 19 bramek. Efekty tamtej współpracy widać chyba dzisiaj w GKS Tychy?
- Był taki okres, że zazdrościłem „Bizakowi” tych bramek. Była we mnie sportowa złość, chęć dogonienia go, a nawet zdobycia większej ilości goli. Najlepsze jest jednak to, że do Koszarawy poszedłem grać jako prawy pomocnik, a Krzysiu powiedział wtedy, że zrobi ze mnie napastnika. Lubię z nim grać, a wręcz można powiedzieć, że tam gdzie Bizacki - tam ja strzelam bramki. Chyba będę go musiał zawsze pakować do walizki i brać za sobą (śmiech).

Po transferze do Wisły Płock przez pierwsze kolejki grałeś w podstawowym składzie. Później grywałeś coraz mniej, aż w końcu zesłano Cię do rezerw. Co się stało, że tak łatwo z Ciebie zrezygnowano?
- W Wiśle za trenera Kubickiego grałem, bo on mnie tam chciał. W prawie każdym meczu miałem sto, a nawet dwieście procentowe sytuacje, ale się zaciąłem. Czasami już wszyscy widzieli piłkę w siatce, ale jak na złość bramkarz rywali musiał się popisywać niesamowitą interwencją. Później przyszedł trener Złomańczuk i choć trenowałem z pierwszym zespołem, to przede wszystkim grałem w trzecioligowych rezerwach. To był dramat.

Przeprowadzka do Pelikana Łowicza była więc dla Ciebie zbawieniem...
- Bardzo odetchnąłem po tej przeprowadzce. Trener Stach stawiał na mnie. Nie da się jednak ukryć, że w Łowiczu gotowych do gry było jedenastu chłopaków, co sprawiało, że nie było żadnej konkurencji. W Tychach jest zupełnie inaczej.

W GKS występował już Mateusz Żyła, Paweł Góra, teraz kontuzjowany jest Artur Nowak. Tychy są chyba dobrym miejscem do grania w piłkę dla piłkarzy Podbeskidzia?
- Przed przejściem do GKS rozmawiałem z nimi wszystkimi. Najwięcej jednak z „Żyłką” i „Nowaczkiem”, których bardzo lubię. Bardzo chwalili sobie grę i atmosferę w Tychach. Zresztą z tego co słyszałem, to „Żyłka” chyba chciałby tutaj wrócić, bo nie za bardzo mu się wiedzie w Podbeskidziu. Oczywiście wielka szkoda, że Artur doznał kontuzji, bo przed sezonem marzyliśmy o tym, żeby zagrać razem w ataku. Trzeba jednak szczerze powiedzieć, że jego kontuzja mi pomogła, bo to on był podstawowym napastnikiem w drużynie trenera Noconia. Cały czas jesteśmy z Arturem w kontakcie, przed i po każdym meczu do siebie dzwonimy i dużo rozmawiamy.

Jak oceniasz szansę GKS Tychy w walce o awans do I ligi?
- Patrząc na to, że w lidze grają takie kluby jak Zawisza Bydgoszcz czy Zagłębie Sosnowiec można byłoby powiedzieć, że nie mamy szans na awans. Jednak między nimi, a nami nie ma żadnej różnicy w aspekcie sportowym. Mamy bardzo dobrą drużynę i gdyby nie głupio potracone punkty, dzisiaj pewnie bylibyśmy liderami. W tej lidze, aby osiągnąć sukces, wystarczy biegać i mieć trochę umiejętności. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że nie zawsze zagra się super zawody i nie zawsze uda się zdobyć trzy punkty.

Masz doświadczenie z gry w I lidze. Jak zatem poziom II ligi prezentuje się na tle zaplecza ekstraklasy?
- Jeśli chodzi o GKS Tychy to jestem przekonany, że drużyna poradziłaby sobie w pierwszej lidze. Tam przede wszystkim zespoły grają bardziej otwarty futbol, a wtedy można więcej pograć piłką. W drugiej lidze niestety nie zawsze tak jest, szczególnie wtedy, gdy mniej znane zespoły przyjeżdżają do Tychów i całą jedenastką murują dostęp do swojej bramki.

Co sądzisz o tyskich kibicach i atmosferze panującej na przy Edukacji 7?
- Atmosfera jest jak najbardziej na plus. Zawsze możemy liczyć na wsparcie, głośny doping. Niesamowitą atmosferę z Sosnowca, jak i z meczów domowych cały czas wspominamy w szatni. Oprawy meczowe również bardzo efektownie się prezentują.

W drużynie GKS młodość wygrywa z doświadczeniem, czy jest jednak na odwrót?
- To jest mieszanka wybuchowa. Jest grupa doświadczonych zawodników z „Bizakiem” na czele, który lubi sobie pokrzyczeć (śmiech), a jest także grupa młodych, utalentowanych piłkarzy. Nic, tylko czerpać przyjemność z gry.

Dziesięć występów i sześć bramek - Krzysztof Zaremba chyba pobije swój rekord zdobytych bramek w jednym zespole?
- Już dawno mogłem pobić ten rekord, bo gdybym wykorzystał wszystkie sytuacje, to miałbym ze czternaście bramek. Założyłem sobie jednak, że w tej rundzie chce strzelić jeszcze co najmniej trzy lub cztery gole.

Wyszukiwarka



Tabela ligowa

1. Stal Mielec 3
2. Podbeskidzie Bielsko-Biała 3
3. Raków Częstochowa 3
4. Bytovia Bytów 3
5. Odra Opole 3
6. Wigry Suwałki 3
7. ŁKS Łódź 3
8. Chojniczanka Chojnice 1
9. Sandecja Nowy Sącz 1
10. GKS Tychy 0
11. Bruk-Bet Termalica Nieciecza 0
12. Chrobry Głogów 0
13. GKS Katowice 0
14. GKS 1962 Jastrzębie 0
15. Garbarnia Kraków 0
16. Puszcza Niepołomice 0
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

Odra Opole - GKS Tychy
sobota, 21 lipca 2018


GKS Tychy TV

EXTRA Raport przed startem sezonu 2018/19


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2018 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies