position: absolute; right: 25px; top: 48pxposition: absolute; right: 05px; top: 28px

Wywiady

Piłka nożna › Aktualności › Wywiady

Mirosław Wania: Przegrałem walkę o powrót na boisko

poniedziałek, 19 kwietnia 2010
autor: Łukasz Sobala
gość: Mirosław Wania
Fot. Ł. Sobala

Mirosław Wania w swojej kończącej się przygodzie z futbolem za największy sukces uważa występy w młodzieżowych reprezentacjach Polski do 18, 19 i 21 lat. Wspaniałą kartę w historii jego życia zapisał jednak również trzyletni pobyt w GKS Tychy. Właśnie w tyskim klubie "Miro" wywalczył awans do drugiej ligi oraz brał udział w przygodzie z Pucharem Polski. - W historię mojego życia szczególnie wpisał się pierwszy mecz barażowy z Aluminium Konin. Właśnie przed tym spotkaniem brałem ślub i tylko dzięki wyrozumiałości mojej żony mogłem przyjechać do Tychów i zagrać - mówi zaledwie 29-letni piłkarz, który 30 kwietnia zawiesi buty na kołku.

GKS Tychy będzie Twoim ostatnim klubem w karierze...
- Raczej w przygodzie z futbolem... Nigdy nie spodziewałem się, że przestanę grać w piłkę w GKS Tychy, bo wprawdzie mocno związałem się z tyskim klubem, ale mam jeszcze kilka niespełnionych marzeń. Musiałem jednak podjąć tę trudną, męską decyzję. Pomogła mi w tym rodzina, trener Mirosław Smyła oraz dr Krzysztof Ficek, który operował moje prawe kolano aż cztery razy. Cieszę się, że żegnam się z moim ostatnim klubem w zgodzie. Rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron było dla mnie bardzo ważne.

Decyzja 29-latka o zakończeniu grania w piłkę jest czymś niespodziewanym. Dlaczego zdecydowałeś się na rozbrat z piłką?
- W drugiej połowie ubiegłego roku dr Ficek stwierdził poważny uraz chrząstek i w grudniu przeszedłem już szóstą operację artroskopii prawego kolana. Po zabiegu długo walczyłem o powrót na boisko, ale niestety przegrałem tę walkę... Wprawdzie moje kolano jest już w miarę sprawne, ale "w miarę" nie oznacza, że mógłbym dać z siebie wszystko w każdym spotkaniu. A ja zawsze dawałem z siebie maksimum, więc nie mógłbym teraz okłamywać siebie, trenera, kibiców czy zarządu. Poza tym dr Ficek uświadomił mnie, że kolejna próba powrotu do piłki mogłaby się dla mnie skończyć nawet kalectwem. Nie mogłem więc ryzykować swojego zdrowia.

A może planujesz w przyszłości wrócić jeszcze do futbolu, ale np. grając amatorsko w niższych ligach?
- Przez niemal całą moją przygodę z futbolem grałem na zapleczu Ekstraklasy lub w nowej drugiej lidze. Dlatego nie chcę się rozdrabniać i grać w niższych klasach rozgrywkowych. Byłaby to ostateczna decyzja. Ostatnio nawet dr Ficek zapytał mnie, czy gra na drugoligowym poziom jest spełnieniem moich ambicji. Stanowczo odpowiedziałem, że nie. Chciałem przecież grać jeszcze w pierwszej lidze, a nawet w Ekstraklasie.

A może myślisz o "trenerce"?
- Pierwszy krok w kierunku "trenerki" już zrobiłem, bo skończyłem kurs instruktora. Nie ukrywam, że w przyszłości fajnie byłoby poprowadzić jakąś grupę dzieciaków, bo na pewno daje to masę satysfakcji. Na pewno nie byłoby to jednak moje główne zajęcie, bo dobrze zdaję sobie sprawę, że za pensję trenera młodzieży nie zdołałbym utrzymać rodziny. Natomiast trenowanie seniorskiej drużyny to zupełnie inna sprawa i nie wiem, czy chciałbym się tym zająć.

Jak oceniasz swoja przygodę z piłką?
- Pozytywnie. W pamięci mam same miłe wspomnienia, chociaż skazę na nich pozostawiły kontuzje, które prześladowały mnie przez całą moją przygodę z piłką. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, skąd one się brały. Wszystko zapewne przez to, że jako młody chłopak za szybko wszedłem w seniorski futbol, chociaż jeszcze przez trzy lata mogłem grać w juniorskich rozgrywkach.
Za największe przeżycie uważam występy w młodzieżowych reprezentacjach Polski do 18, 19 i 21 lat. Gra z orzełkiem na piersi to niesamowite wyróżnienie. Dzięki występom w reprezentacji zwiedziłem trochę świata oraz poznałem wielu świetnych ludzi. W kadrze grałem z takimi piłkarzami jak Ebi Smolarek, Łukasz Garguła czy Mariusz Pawełek. W sumie dziewięćdziesiąt procent tamtej reprezentacji gra teraz w polskiej Ekstraklasie lub zagranicą.
Cieszę się również, że przyczyniłem się do awansów do wyższych lig Polonii Bytom i GKS Tychy. Bliski awansu byłem również w Walce Zabrze. Poza tym chciałbym zaznaczyć, że nigdy nie doznałem goryczy spadku.

Jakie masz najmilsze wspomnienia z okresu gry w GKS?
- Przez trzy lata gry w tyskim klubie wydarzyło się wiele dobrych rzeczy, które utkwiły w mojej pamięci - począwszy od przygody w Pucharze Polski, a skończywszy na trudnych bojach o mistrzostwo czwartej ligi oraz barażach o awans do drugiej ligi. Zresztą tamte mecze, a szczególnie domowe spotkanie barażowe z Aluminium Konin na stałe wpisało się w historię mojego życie. Z jakiego powodu? Przed tym spotkaniem brałem ślub, który był już zaplanowany długo wcześniej przed moimi przenosinami do GKS. I tylko dzięki wyrozumiałości mojej żony, po szybkim obiedzie i pierwszym tańcu, mogłem wsiąść w samochód i udać się do Tychów na mecz. Jak się później okazało, opłacało się. Nie zapomnę również świętowania awansu z naszymi kibicami. Śpiewy, lejący się szampan pod sektorem gości w Koninie, a także przyjazd w środku nocy i długie świętowanie na murawie tyskiego stadionu. Wspaniałe chwile!

A jakie najgorsze?
- Najgorsze były na pewno nasze początki sezonów, w których zawsze notowaliśmy serię remisów. Było to bardzo frustrujące, bo nie graliśmy źle, mieliśmy sytuacje do strzelania bramek, ale nie wpadało.
Generalnie wychodzę z założenia, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Dlatego może dobrze, że wówczas notowaliśmy takie starty, bo później pomogło nam to w wywalczeniu upragnionego awansu.
 
Nie sposób nie wrócić do przygody z Pucharem Polski i meczu z Wisłą Kraków, w którym to byłeś jednym z najlepszych piłkarzy. Szczególna była chyba ta sytuacja, w której piłka po Twoim strzale minęła lewy słupek wiślackiej bramki...
- Ostatnio przeglądałem Internet i wspominałem tamto spotkanie. Muszę przyznać, że miałem w tym spotkaniu jeszcze jedną sytuację do zdobycia bramki. Szkoda, że nie strzeliłem, bo mogliśmy wyeliminować Wisłę i siłą rozpędu dojść bardzo daleko w pucharowych rozgrywkach. A może nawet, tak jak niektórzy żartują, zaistnieć w europejskich pucharach (śmiech). Była to na pewno niesamowita przygoda, bo nie tylko mecz z Wisłą Kraków był emocjonujący, ale także spotkanie z Odrą Wodzisław. Tłumy kibiców na trybunach, doping do ostatniej minuty - dla takich chwil warto grać w piłkę.

W historii GKS Tychy zapisałeś się jako strzelec pierwszej bramki - i to zwycięskiej - na inaugurację drugiej ligi w meczu z Victorią Koronowo.
- W każdym klubie, w którym grałem, miałem to szczęście, że zdobywałem gole na otwarcie rundy. Zawsze ta piłka mnie szukała i wpadała po moim strzale do bramki. W GKS zdobyłem bramkę nie tylko na inaugurację sezonu w drugiej lidze, ale także na początek czwartoligowych rozgrywek, po których świętowaliśmy awans. Wtedy jednak spotkanie zakończyło się tylko remisem.

Chyba śmiało można powiedzieć, że Mirosław Wania okazał się prawdziwym wzmocnieniem GKS Tychy. Zgadzasz się z tym?
- Nie mnie to oceniać, ale ja zawsze do swoich występów na boisku podchodziłem bardzo krytycznie. Tego nauczył mnie mój tato, który był przy mnie, wspierał mnie, ale także potrafił mocno skrytykować po nieudanym zagraniu czy meczu. Ja jedynie cieszę się, że moimi bramkami i asystami przyczyniłem się do awansu, ale również do tego, że GKS Tychy teraz nieźle prezentuje się w drugiej lidze.

W GKS prowadziło Cię dwóch trenerów - Damian Galeja i Mirosław Smyła. Którego ze szkoleniowców będziesz milej wspominał?
- Trener Galeja sprowadził mnie do GKS Tychy i stawiał na mnie, za co starałem mu się w każdym spotkaniu odpłacić. Na pewno współpracowało nam się bardzo dobrze. Równie miło będę wspominał współpracę z trenerem Smyłą, z którym znałem się z czasów Polonii Bytom, gdzie wielokrotnie gościnie grywałem w jego drużynach. Pomiędzy nami nigdy nie było żadnych konfliktów, z czego jestem zadowolony.

Twój transfer do GKS był niespodzianką, bo jeszcze dzień wcześniej grałeś w sparingu przeciwko tyskiemu klubowi w barwach Walki Zabrze.
- Po tym meczu zadzwonił do mnie wiceprezes GKS Grzegorz Morkis, który zaproponował mi występy w tyskim klubie. To było krótko przed startem ligi, a ja musiałem wybrać między trzecią a czwartą ligą. Do tego wyboru przekonała mnie osoba trenera Damiana Galei oraz prężnie działający działacze, którzy mieli wtedy pomysł na prowadzenie klubu. Zresztą mam ogromną nadzieję, że do dzisiaj mają wizję prowadzenia tego klubu.

Uważasz, że w Tychach jest głód na piłkę na wysokim poziomie czy raczej na grę w niższych ligach?
- Zdecydowanie na grę na wysokim poziomie. Powtarzam to zresztą nie pierwszy raz - tylko kataklizm lub ignorancja ważnych ludzi w Tychach sprawi, że GKS w przeciągu pięciu lat nie awansuje na boiska Ekstraklasy. Przecież w Tychach jest ogromny potencjał. To miasto, ten klub na pewno stać, żeby wrócić na piłkarskie salony. Tym bardziej, gdy w planach jest budowa wspaniałego stadionu. Bardzo chciałbym w tym wszystkim uczestniczyć, ale niestety zdrowie mi na to nie pozwoliło.

Jak wyglądały Twoje stosunki z pozostałymi zawodnikami?
- Moje stosunki z chłopakami układały się pozytywnie. Nie miałem żadnych problemów z aklimatyzacją, a do tego znałem kilku chłopaków z innych klubów czy ligowych boisk. Gdy spotkamy się za kilka lat, na pewno w miłej atmosferze będziemy wspominać dawne czasy.

Tyscy kibice zapamiętają Cię jako nieustępliwego, świetnie wyszkolonego technicznie zawodnika. Ale także na pewno skromnego.
- Nie zawsze taki byłem, ale życie oraz rodzice sprowadzili mnie na ziemie. To oni mi uświadomili, że lepiej być skromną osobą. Ciągle powtarzali, że lepiej więcej robić, a mniej gadać. Mam nadzieję, że zaowocuje to także w dalszym etapie mojego życia. Cieszę się, że ktoś ma o mnie takie zdanie. Ja na pewno nie mam zamiaru się już nigdy zmieniać.

Jakie masz dalsze życiowe plany? Dotąd futbol był chyba Twoim jedynym źródłem dochodów?
- Do tej pory tak było, ale teraz musi się to zmienić, chociaż póki co jestem na etapie wybierania właściwego kierunku. Jak wcześniej wspominałem, w przyszłości na pewno zajmę się szkoleniem młodzieży, bo jestem już po pierwszych rozmowach w tej sprawie. Ponadto ukończyłem Śląską Wyższą Szkołę Zarządzania w Katowicach, kierunek Handel Zagraniczny i już staram się pomagać znajomemu pracującemu w branży ubezpieczeniowej i nieruchomości.

Gdybyś miał jedną okazje cofnąć czas - dokonałbyś jakiegoś innego wyboru, poszedłbyś inną drogą?
- Na pewno nie. Futbol to było to, co chciałem robić i nie żałuję tego. Jedynie inaczej zachowałbym się w pewnych sytuacjach. Szczególnie poprawiłbym błędy młodości, gdy byłem kapitanem Polonii Bytom. Miałem wtedy zaledwie 22 lata, więc mogłem poczuć się niewiadomo kim.

Możesz żałować jeszcze tego, że nigdy nie zagrałeś na boiskach Ekstraklasy.

- Tego na pewno mi będzie brakowało. Jest to moje największe niespełnione marzenie. Tym bardziej, kiedy popatrzę na osobę Jacka Trzeciaka, z którym grałem kiedyś w Polonii. Facet dopiero po trzydziestce stał się prawdziwym ligowcem i do tej pory gra z powodzeniem w Ekstraklasie. Może jednak uda mi się jeszcze zaistnieć kiedyś w Ekstraklasie, ale już w innej roli...

Po 30 kwietnia planujesz jeszcze odwiedzić tyski stadion?
- Myślę, że jeszcze nie raz będę na tyskim stadionie i będę kibicował chłopakom w walce o ligowe punkty. A czy oficjalnie zakończę moją przygodę przed jakimś domowym spotkaniem ligowym GKS? Tego jeszcze nie wiem, choć tyscy działacze mi to proponowali. Ja jednak chyba wolałby się pożegnać bez zbędnego szumu...

Mirosław Wania, oprócz gry w GKS Tychy, reprezentował barwy Polonii Bytom, MKS Myszków oraz Walki Zabrze. Popularny "Miro" w barwach GKS na boiskach II i IV ligi rozegrał w sumie 73 spotkania, w których zdobył dziesięć bramek.

Wyszukiwarka



Tabela ligowa

1. Odra Opole 33
2. Chojniczanka Chojnice 32
3. Miedź Legnica 31
4. Raków Częstochowa 29
5. Stal Mielec 28
6. Chrobry Głogów 27
7. Zagłębie Sosnowiec 26
8. Puszcza Niepołomice 26
9. GKS Katowice 25
10. Drutex-Bytovia 23
11. Podbeskidzie Bielsko-Biała 23
12. Pogoń Siedlce 23
13. Wigry Suwałki 22
14. GKS Tychy 20
15. Stomil Olsztyn 19
16. Olimpia Grudziądz 18
17. Górnik Łęczna 17
18. Ruch Chorzów 14
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

GKS Tychy - Wigry Suwałki
sobota, 18 listopada 2017


GKS Tychy TV

18. kolejka Nice 1 Liga: Skrót meczu GKS Tychy - Wigry Suwałki 0:3


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2017 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies