position: absolute; right: 25px; top: 48pxposition: absolute; right: 05px; top: 28px

Wywiady

Piłka nożna › Aktualności › Wywiady

Mateusz Grzybek: Szybki powrót do I ligi to obowiązek

piątek, 19 czerwca 2015
autor: Mateusz Długasiewicz
Fot. Łukasz Sobala / www.lukaszsobala.com

Mateusz Grzybek był jednym z najmłodszych zawodników grających w GKS w zakończonym niedawno sezonie. Jednocześnie 19-letni wychowanek tyskich klubów uplasował się w czołówce piłkarzy, którzy rozegrali najwięcej minut w trójkolorowych barwach. Z młodzieżowym reprezentantem Polski rozmawiamy m.in. o spadku drużyny do II ligi, otwarciu stadionu w Tychach i jego piłkarskiej przyszłości.

Mateusz Długasiewicz: Kilka dni temu zakończył się sezon w I lidze, niestety spadkiem GKS. Analizowałeś już na chłodno, dlaczego tak to się wszystko potoczyło?
Mateusz Grzybek: - Oczywiście, był czas na przemyślenia. Na pewno złożyło się na to wiele czynników. Jednym z głównych jest chyba fakt, że przez cały sezon ani razu nie wygraliśmy na wyjeździe. Każdy z nas, zawodników musi też uderzyć się w pierś i zrobić taki rachunek sumienia, czy dał z siebie maksimum możliwości.

Ty, jako wychowanek klubu, urodzony w Tychach, pewnie mocno przeżywałeś to, co działo się w trakcie tego sezonu i na jego finiszu.
- Na pewno. Nie jest przyjemne, jeśli klub, któremu kibicuje się od dziecka, spada o klasę rozgrywkową niżej, i to jeszcze z Tobą w składzie. 

Był to dla Ciebie najtrudniejszy sezon odkąd jesteś w pierwszej drużynie GKS?
- Myślę, że w jakimś stopniu można go porównać z poprzednim, ale ten chyba był jednak cięższy. Końcówkę rozgrywek 2013/14 mieliśmy zdecydowanie lepszą, bo udało się złapać fajną serię kilku spotkań bez porażki. I co najważniejsze, wywalczyliśmy to upragnione utrzymanie. Niestety tego nie można już powiedzieć o tym sezonie, bo na przestrzeni całego roku graliśmy w kratkę. Niechlubnym wyczynem był, o czym już wspomniałem, brak zwycięstwa na wyjeździe. Przez to nie złapaliśmy dobrej serii, która mogłaby dać wiarę w ten zespół i utrzymanie.

Właśnie, ta końcówka sezonu. Po meczu z Pogonią Siedlce (wygranym 4:1) pojawiła się szansa nawet na bezpośrednie utrzymanie. Baraż wydawał się praktycznie pewny. Jak się wszystko dalej potoczyło wszyscy wiemy...
- Zabrakło, może nie seryjnych zwycięstw, a meczów bez porażki. Po wygranym spotkaniu u siebie, nie potrafiliśmy tego pociągnąć dalej i zdobyć punktów na terenie przeciwnika.

Jak przeżywaliście to wszystko, co się działo w szatni?
- Wiadomo, że atmosferę budują wyniki. Po wygranym meczu te nastroje były pozytywne, fajnie się trenowało w ciągu tygodnia. Przychodziło jednak kolejne spotkanie, które albo remisowaliśmy, albo przegrywaliśmy i znowu wszyscy byli podłamani. Trener i sztab szkoleniowy cały czas szukali sposobów, jak poprawić atmosferę i przede wszystkim wyniki.

Tak paradoksalnie, dla Ciebie ten sezon był najlepszy pod względem statystyk. Mimo problemów zdrowotnych na początku i w trakcie rundy jesiennej, zagrałeś w 22 meczach blisko 2000 minut. Jak na 19-latka to chyba dobry wynik?
- Myślę, że ciężka praca na treningach została zauważona przez trenerów i dzięki temu było mi dane grać w tym sezonie w większym wymiarze czasowym. W drużynie było wielu młodzieżowców, każdy z nas walczył i pukał do wyjściowej jedenastki. Nie wyglądało to tak, że ja jestem stąd i przez to należy mi się miejsce w składzie. Wywalczyłem sobie grę na prawej obronie od początku rundy, później wyjazd na zgrupowanie reprezentacji Polski spowodował, że usiadłem na ławce rezerwowych. Wskoczyłem ponownie do składu niejako korzystając na kontuzji Marcela Wawrzynkiewicza i do końca miejsca już nie oddałem.

Z tymi pozycjami w tym sezonie bywało u Ciebie różnie, bo chyba grałeś praktycznie na wszystkich możliwych. Taka uniwersalność Tobie nie przeszkadza?
- Praktycznie od gry w juniorach jestem próbowany na różnych pozycjach. Odkąd przeskoczyłem do pierwszej drużyny GKS nie występowałem jeszcze na bramce, lewej pomocy i w ataku (śmiech). Na prawej stronie obrony grałem najczęściej, w zimowych sparingach na środku defensywy, a w meczu z GieKSą na lewej stronie. Jesienią u trenera Wolaka zagrałem np. jako ofensywny pomocnik. Oczywiście mi to nie przeszkadza. Cieszę się, że w ogóle gram i obojętnie, gdzie wychodzę staram się dać jak najwięcej drużynie. Dobro zespołu jest najważniejsze, nie zawodnika.

W dalszym ciągu czekasz jednak na bramkę w pierwszym zespole. Kilka razy, szczególnie wiosną było blisko tego premierowego trafienia.
- Faktycznie, ale nie chciało wpaść. Jedni są od strzelania bramek, inni od ich wypracowywania, a kolejni od bronienia. Widocznie ja do tej pierwszej kategorii nie jestem stworzony (śmiech). Na razie nie udało się, i też nie będę na siłę chciał to osiągnąć. Zresztą obojętnie kto zdobywa gole, ważne, żeby drużyna wygrywała i były wyniki.

Jesteś zadowolony ze swojej postawy w minionych rozgrywkach?
- Ciężko odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie, bo z jednej strony fajnie, że w miarę regularnie grałem, ale znowu z drugiej wiadomo, jak ten sezon się dla nas skończył. Miałem lepsze i gorsze mecze. Zdarzało się tak, że grałem słabe spotkania, a zdobywaliśmy trzy punkty. Takim przykładem jest choćby pojedynek z Pogonią Siedlce. Na pewno mogło być lepiej.

Po każdym meczu jako jeden z pierwszych podchodziłeś do kibiców. Rozmowy z pewnością do najłatwiejszych nie należały.
- Nie dziwię się im, bo nie po to jeździli za nami przez cztery lata do Jaworzna, żeby teraz otwierać nowy stadion w II lidze. Myślę, że każdego to bolało. Trzeba było podejść do nich po spotkaniu i wysłuchać, co mają do powiedzenia. Nie były to miłe słowa, ale musieliśmy to przyjąć na siebie. Wiem, że wiele osób uważa, że tak nie było, ale z perspektywy boiska myślę, że robiliśmy co mogliśmy, aby zachować pierwszoligowy byt.

Zadaniem postawionym przez zarząd klubu jest szybki powrót do I ligi. Z tobą w składzie?
- Szybki powrót GKS do I ligi jest obowiązkowy, bo z nowym stadionem co najmniej tam jest jego miejsce. Czy ze mną w składzie? Mam jeszcze rok kontraktu i na pewno nie będę próbował odejść na siłę, skorzystać z pierwszej lepszej oferty. Kusi ta perspektywa gry na nowym stadionie, ale zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie.

Właśnie. Wielkie otwarcie tyskiego stadionu coraz bliżej.
- Jak się było młodym chłopakiem, to chodziło się na stary stadion przy ul. Edukacji i marzyło, aby kiedyś móc na nim zagrać w koszulce z trójkątem na piersi. Fajnie, że Tychy będą mogły się pochwalić takim obiektem. W lipcu przyjedzie drużyna z jednej z najlepszych lig na świecie, mecz będzie transmitowany w telewizji, dlatego to z pewnością fajna reklama dla klubu, miasta.

Były gratulacje dla brata, który wprowadził rezerwy GKS Tychy do IV ligi jako kapitan drużyny?
- Oczywiście (śmiech). Szkoda tylko, że akurat tak się złożyło, że my zakończyliśmy sezon spadkiem, a chłopaki z drugiej drużyny historycznym sukcesem. Gratulacje przede wszystkim dla trenera Wolaka, który bardzo dobrze poukładał ten zespół. W zeszłym roku ja, jako kapitan wyprowadzałem drużynę na ostatni mecz z Miedzią Legnica, po którym cieszyliśmy się z utrzymania, a teraz Marcin z opaską na ramieniu poprowadził rezerwy do IV ligi. Do pełni szczęścia zabrakło tego, aby teraz GKS pozostał na zapleczu Ekstraklasy…

Wyszukiwarka



Tabela ligowa

1. Chojniczanka Chojnice 31
2. Miedź Legnica 30
3. Odra Opole 30
4. Raków Częstochowa 28
5. Chrobry Głogów 27
6. Puszcza Niepołomice 25
7. Stal Mielec 25
8. GKS Katowice 24
9. Drutex-Bytovia 23
10. Zagłębie Sosnowiec 23
11. Podbeskidzie Bielsko-Biała 23
12. Pogoń Siedlce 22
13. GKS Tychy 20
14. Wigry Suwałki 19
15. Stomil Olsztyn 19
16. Olimpia Grudziądz 18
17. Górnik Łęczna 17
18. Ruch Chorzów 14
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

GKS Tychy - Zagłębie Sosnowiec
niedziela, 12 listopada 2017


GKS Tychy TV

Raport przed meczem GKS Tychy - Wigry Suwałki


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2017 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies