position: absolute; right: 25px; top: 48pxposition: absolute; right: 05px; top: 28px

Uprawiamy ryzykowny zawód

Koszykówka › Aktualności › Wiadomości
piątek, 25 października 2019 18:02
fot. Krzysztof Masztafiak
Rozmowa z Pawłem Zmarlakiem, kapitanem koszykarskiego GKS-u.

Jak to się zaczęło? Dlaczego koszykówka?

Moja przygoda z koszykówką rozpoczęła się pod koniec lat 90-tych, czyli w momencie, kiedy w naszych odbiornikach można było oglądać mecze NBA. Zaczęło się od oglądania, następnie od grania z kolegami w szkole średniej. Gdy miałem 17 lat, znajomy wciągnął mnie do klubu i wszystko pomału jakoś się potoczyło. Gdy skończył mi się wiek juniora, miałem krótką przerwę. Ale jako 21-latek trafiłem do Czeladzi, gdzie rozegrałem swój pierwszy sezon w seniorskiej koszykówce.

 

Czyli wtedy, kiedy było „boom” na koszykówkę.

 

Dokładnie. Wcześniej zajmowałem się piłką nożną, bo siłą rzeczy był to sport numer jeden. Ale dzięki możliwości oglądania meczów NBA, moje zainteresowanie koszykówką stało się poważniejsze. Przestawiłem się i tak już zostało.

 

Kogo wówczas  podpatrywałeś?

 

Nie będę oryginalny jak powiem, że Michael Jordan (śmiech). Cała ta śmietanka lat 90-tych: Jordan, Shaquille o’Neal, Charles Barkley, Scottie Pippen… Najlepsze postacie z tamtego okresu. Trochę ich było – miałem kogo podpatrywać. Teraz już mam na to mniej czasu – jeśli oglądam mecze, bardziej zwracam uwagę nie na indywidualności, a drużyny; na to, jak grają, jakie stosują zagrywki, jaki system w obronie i tak dalej.

 

Czym dla Ciebie jest  koszykówka?

 

Koszykówka to moja pasja. To jest to, tak mógłbym to określić. Jest to połączenie hobby i pracy, ale skłaniałbym się ku pierwszemu określeniu, czyli, że jest to po prostu pasja.

 

Jak wyglądała Twoja dotychczasowa kariera? Byłeś  aktywny tylko w województwie śląskim.

 

Można powiedzieć, że tak się po prostu udało. Jest to związane z tym, że gdy zacząłem reprezentować MKS Dąbrowa Górnicza, podjąłem pracę w szkole podstawowej jako nauczyciel wychowania fizycznego. Miałem wtedy 26 lat, a pracuję w tym zawodzie już jedenasty rok. Na początku prowadziłem zajęcia z koszykówki, następnie zacząłem pracować w całym zakresie.

 

Grając w swoim miejscu zamieszkania, bo tam osiedliliśmy się z rodziną, było mi łatwiej to wszystko ze sobą pogodzić. Mimo wszystko, kontynuując swoją drugą pracę, starałem się znaleźć zatrudnienie na Śląsku. Zakotwiczyłem tu na stałe, tak na dobrą sprawę bez myśli żeby stąd wyjeżdżać. Cały czas udawało mi się znaleźć drużyny, które widziały mnie w swoim składzie i były blisko Dąbrowy: GKS Tychy, GTK Gliwice, MKKS Rybnik, czy Czeladzki KS 1924.

 

Mimo wszystko, czy nie żałowałeś  nigdy, że nie było dane wyjechać gdzieś dalej? 

 

Nie żałuję w ogóle. Tym bardziej, że w klubach niekiedy są różne sytuacje, problemy. Na szczęście tak trafiałem, że zazwyczaj organizacyjnie wszystko było w porządku. Myślę, że nie mam czego żałować.

 

W jaki sposób godzisz obowiązki nauczyciela z byciem zawodowym koszykarzem? 

 

Nie jest to łatwe, bo jednak trochę czasu poświęcam na dojazdy. Na szczęście treningi są o takich godzinach, że mogę to ze sobą pogodzić. Co więcej, w szkole do tej pory miałem bardzo przychylną dyrekcję. Niekiedy trzeba kombinować, ale daję radę. Kosztuje to trochę zdrowia, ale zawsze robiłem co mogłem, aby tę pracę zachować.

 

W życiu sportowca ważny jest plan B.

 

Dokładnie. Ważne było dla mnie to, aby mieć alternatywę. Wiadomo, że kariera sportowca to jest tylko kariera. Uprawianie sportu jest ryzykownym zawodem i zazwyczaj nie trwa długo – poważna kontuzja może się przytrafić w każdej chwili. 

 

Właśnie rozpocząłeś  swój czternasty sezon – i kolejny w GKS-ie Tychy. Jaka jest specyfika tutejszej koszykówki?

 

Nie da się nie zauważyć, że koszykówka jest tutaj na trzecim miejscu. W Tychach gram teraz drugi sezon z rzędu, wcześniej spędziłem tu jeszcze sezon 2008/09. Z tego, co pamiętam, wtedy zainteresowanie tą dyscypliną było większe. Nie mam pojęcia z czego to wynika, ciężko powiedzieć. Miejmy nadzieję, że to się zmieni. Są grupy młodzieżowe, sukces na mistrzostwach świata – myślę, że są podjęte kroki, aby zachęcić dzieci do uprawiania koszykówki. To jest bardzo ważne.

 

Twoja rola w zespole ma nieco inny charakter – jak czujesz się  w roli kapitana?

 

W zeszłym sezonie, po kontuzji Piotra Hałasa, który był kapitanem, przejąłem jego opaskę – taka była decyzja trenera, poniekąd uwarunkowana moim wiekiem. I tak już zostało. Nie mam z tym problemu, natomiast kapitan odpowiada za całą drużynę, za wszelkie relacje na linii trener – zawodnicy. Są sytuacje, kiedy trzeba rozmawiać i reagować. Kapitan przeważnie może więcej powiedzieć i podyskutować. Tak samo jest na boisku. 

 

Jak wygląda Twój  dzień meczowy? 

 

Jeśli dzieci dadzą pospać, to śpię (śmiech). W tygodniu nie ma możliwości, aby się wyspać. Wcześnie wstajemy, młodszego syna trzeba odprowadzić do przedszkola. Poza tym, śniadanko, spacer, lekki obiad – i ruszam na halę. Gdy jesteśmy na wyjeździe, do tego dochodzi jeszcze trening rzutowy. Z reguły przed meczem staram się odpoczywać.

 

Masz  jakieś rytuały, przesądy?

 

Kiedyś się nad tym zastanawiałem, ale nie mam czegoś takiego. Raczej nie przywiązuje uwagi do takich rzeczy. Są zawodnicy, którzy muszą zrobić to czy tamto. Ja jedynie mam swoje ćwiczenia, które powtarzam przed każdą główną rozgrzewką.

 

Jak zmieniała się koszykówka na przestrzeni lat?

 

Koszykówka na pewno przyspieszyła. I to dość mocno. Gracze podkoszowi tak naprawdę stali się graczami uniwersalnymi, bo kiedyś było wiadomo, że wysoki nie będzie rzucał, tylko poprzepycha się pod koszem – teraz to się zmieniło, odchodzi się już od zawodników tego typu, którzy nie grożą rzutem czy szybką grą. Wszystko idzie w tę stronę. Myślę, że koszykówka stała się też przyjemniejsza dla oka, są szybsze akcje – ciekawsze dla kibica. 

 

Gdybyś mógł cofnąć się do momentu, kiedy zaczynałeś grać  w koszykówkę, jakie rady mógłbyś sobie przekazać? 

 

To jest ciekawe pytanie. Na pewno powiedziałbym sobie: „nie przejmuj się wszystkim tak bardzo, zapomnij i rób swoje”. Podchodziłbym z większym spokojem do wszystkiego, przede wszystkim do nieudanych zagrań. Wydaje mi się, że z upływem czasu zawodnik nabiera takiego doświadczenia. Kiedy coś mu nie wychodzi, łatwiej jest mu przejść do porządku dziennego, szybciej potrafi się z czymś uporać. Będąc młodszy, wiele analizowałem to, co mogłem zrobić inaczej. To później nie pomagało.

 

Wracając do pierwszej ligi. Jaka jest w tym sezonie? 

 

W tym roku pierwsza liga jest chyba jeszcze bardziej wyrównana niż przedtem. Chociaż w poprzednim sezonie były sytuacje, kiedy ostatnie spotkanie decydowało o całym układzie tabeli, o kilku zespołach jednocześnie, kto zagra w play-offach, kto w play-outach, a kto zapewni sobie bezpieczne utrzymanie. W tym sezonie wydaje się, że będzie jeszcze ciaśniej. Pamiętam, że kiedyś były takie sezony, że było sześć czołowych zespołów, a reszta powiedzmy, że się dobijała. Teraz liga naprawdę jest bardzo wyrównana, ale przez to ciekawsza. 

 

Co charakteryzuje Wasz zespół? O co walczy GKS w tym sezonie?

 

Nie zmienia się to, że celujemy w ósemkę. To jest nasz cel, ale tak naprawdę, wiele zależy od nas, jak będziemy grać, jak będziemy prezentować się na boisku. Tworzymy fają grupę zawodników, pomimo tego, że są młodzi. Chodzi o to żeby pokazywali swoje najlepsze strony, żebyśmy funkcjonowali jak drużyna. To będziemy robić. Są też doświadczeni zawodnicy, którzy zagrają swoje, pokażą na co ich stać – tym samym będziemy groźni i niewygodni dla każdego w tej lidze. Czy mam faworyta? Trudno go wskazać. Wszystkie zespoły, które wygrały mecze, czyniły to małą liczbą punktów, te mecze są na styku. Myślę, że dopiero będzie można powiedzieć coś więcej, gdy ukształtuje się ósemka, która będzie grała w play-offach. Wtedy będzie można powiedzieć mniej więcej, kto może być faworytem. Teraz wiemy, że są bardzo mocne drużyny, przynajmniej teoretycznie na papierze to tak wygląda. Ja osobiście nie mam swojego typu.

 

Jedynie GKS?

 

Oczywiście! (śmiech).

 

Rozmawiała Pamela Wrona.

Wyszukiwarka

Tabela ligowa

1. STK Czarni Słupsk 15
2. WKK Wrocław 13
3. KS Księżak Łowicz 13
4. Rawlplug Sokół Łańcut 12
5. Timeout Polonia 1912 Leszno 12
6. GKS Tychy 12
7. Elektrobud-Investment ZB Pruszków 12
8. Górnik Trans.eu Wałbrzych 11
9. Zetkama Doral Nysa Kłodzko 10
10. Pogoń Prudnik 10
11. Energa Kotwica Kołobrzeg 10
12. Weegree AZS Politechnika Opolska 10
13. Miasto Szkła Krosno 8
14. Biofarm Basket Poznań 8
15. Polfarmex Kutno 0
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

GKS Tychy - Biofarm Basket Poznań 108:94
sobota, 28 września 2019


GKS Tychy TV

28. kolejka I Ligi: Wypowiedzi i skrót meczu GKS Tychy - STK Czarni Słupsk 102:103


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2019 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies