position: absolute; right: 175px; top: 48pxposition: absolute; right: 150px; top: 28px

Wywiady

Hokej › Aktualności › Wywiady

Andrei Gusow: Każdy mecz międzynarodowy, to dobry kierunek dla rozwoju

czwartek, 17 stycznia 2019
autor: Krzysztof Trzosek
gość: Andrei Gusow


Zapraszamy do przeczytania obszernego wywiadu z trenerem Mistrzów Polski. Andrei Gusow opowiada w nim m.in o planach na przyszłość, szkoleniu młodzieży, różnicach pomiędzy polskim, a białoruskim hokejem, wzmocnieniach, młodych talentach, obcokrajowcach, złotych czasach w Nowym Targu, występach w międzynarodowej lidze i najważniejszej części sezonu.

Andrei Gusow: Zdobywał Pan wiele tytułów mistrzowskich, ale ciągle widać głód zwycięstw. Zastanawia się Pan jednak, co Andrei Gusow będzie robił na emeryturze? 
Krzysztof Trzosek: Hokej, to moje życie. W przyszłym roku będę miał 50 lat. Nie wyobrażam sobie, co mógłbym robić poza hokejem. Jeśli nie w polskiej, to może w białoruskiej lub innej lidze. Marzeniem jest prywatne lodowisko, przy nim hotel, żeby bez nerwów nie prowadzić pierwszej drużyny, tylko szkolić dzieci. To są na pewno takie małe marzenia.

Jak wygląda sytuacja finansowa klubów na Białorusi? Wiemy, że oczkiem w głowie prezydenta jest właśnie ta dyscyplina. Kluby mają tam również prywatnych inwestorów?
- Tam są państwowe pieniądze. Nie ma żadnych prywatnych sponsorów. Prezydent wymaga od działaczy i trenerów wyniku, ale na razie mają problemy. Pierwsza reprezentacja spadła z grupy A, U20 przegrała z Niemcami i też nie awansują do najwyższej półki. To nie jest do końca dobre. Powinno być kilka osób, które inwestują w klub, zatrudniają zawodników i trenerów. Tak państwo daje i wymaga. Moim zdaniem to nie jest dobre.



Sprawy finansowe to jedno, ale bardzo ważna jest również infrastruktura. Jak porówna Pan Białoruś i Polskę pod tym względem?
- Jeśli chodzi o warunki, to tam jest dużo lepiej niż w Polsce. Państwo wybudowało prawie w każdym dużym mieście lodowiska. Przy każdym z nich istnieje drużyna. Białoruski Związek Hokej na Lodzie zmusza drużynę taką jak np. Tychy. Mają budżet pięć milionów dolarów rocznie, są przepisy na Białorusi, że 15% z tego musi być przeznaczone na rozwój. Kupują autobusy, urządzenia sportowe, rewelacyjne rowery, siłownie, nowoczesne programy, zatrudniają trenerów od przygotowania fizycznego, od wideo. To jest normalne w całym świecie. Kolejne 15% idzie również na rozwój młodzieży. Rodzice nie płacą za to, że ich dzieci grają w hokeja, tylko mają wszystko za darmo. W sumie 30% jest przeznaczone na rozwój infrastruktury i młodzież. Dzięki temu jeżdżą na turnieje w całym świecie, trenują za darmo, mają sprzęt i to jest bardzo dobre. 

Obowiązkowo każda drużyna ma drugi zespół. Grają tam zawodnicy, którzy mają od 17-21 lat. To jest bardzo dobry wariant dla rozwoju. Masz w pierwszej drużynie 25 zawodników i w drugiej to samo. Są młodzi, cały czas trenują, robią, to samo co pierwsza drużyna. Taki sam system taktyczny. Ja pracowałem jako główny trener na Białorusi i obserwowałem treningi i mecze tych młodych zawodników. Jak ktoś się wyróżnia, trafia do pierwszego zespołu. W taki sposób szkoli się chłopaków i żaden ze starszych zawodników nie chcą tam trafić, z kolei młodzież walczy, żeby zostać zauważonym. Podobnie wygląda, to w Stanach Zjednoczonych, mają tam dużo juniorskich drużyn i na pewno związek białoruski pracuje pod tym względem w dobrym kierunku.

W tej chwili sytuacja finansowa jest nie najlepsza, bo Białoruś cały czas jest mocno uzależniona od Rosji , tzn. ropa i gaz. Jak rozmawiałem z kolegami, to 1-2 kluby mają normalnie warunki finansowe, a pozostałe nie dostają od Państwa takich pieniędzy. Mają zaległości. My szukamy teraz do GKS Tychy dwóch wzmocnień. Chcemy, żeby to byli zawodnicy ze wschodu i jak dzwonię, to chętnie chcą do nas przyjechać. Mają zaległości, nie płaci się im 2-3 miesiące, także myślę, że uda nam się nam w najbliższym czasie wzmocnić. 

To będą obrońcy czy napastnicy? 
- Obrońca już jeden do nas jedzie. Oprócz tego, który ma do nas przyjechać, będzie jeszcze dwóch napastników. Czekamy jak nam odpowiedzą i cały czas poszukujemy. Bardzo dużo agentów jest po jednej i drugiej stronie oceanu, wszędzie poszukują. Ja chciałbym mieć młodzieżową drużynę, która grałaby w pierwszej lidze, żeby można było wziąć swoich młodych zawodników. Ja bardzo dobrze wiem, że przywieźć dziś 2-3 obcokrajowców- OK. Ale nasi zawodnicy będą siedzieć na trybunach i to nie jest dobre. Ja chciałbym mieć większość Polaków, żeby czuli głód zwycięstw, pucharów. Ponad 10 lat pracowałem na Białorusi. Przyjeżdża obcokrajowiec, zagrał rok, zarobił swoje, a ty zostajesz z niczym. Skąd wziąć polskich zawodników. Stawianie na naszych chłopaków byłoby najlepszym rozwiązaniem dla ligi, ale przede wszystkim reprezentacji.



Jednym z takich zawodników jest Olaf Bizacki. Nasz zawodnik został wybrany najlepszym obrońcą Mistrzostw Świata U20. Miał Pan okazję te spotkania obserwować? Jak z Pana perspektywy wyglądał turniej, bo był Pan trenerem młodzieżowych reprezentacji Białorusi. Cały czas Polsce daleko do światowej czołówki? 
- Trochę inny poziom. Patrząc nawet na wyższy poziom, gdzie gra Białoruś, Łotwa, Niemcy, Francuzi, to widać od razu, ze tam jest jeszcze wyższy poziom. Tu jednak też był dobry hokej. Oglądałem Węgrów ze Słowenią czy spotkania Polaków, to były dobre mecze. Olaf ma wielkie serce do gry, ma charakter, od początku sezonu z nami trenuje i gra. Myślę, że Olaf się wyróżniał i zasłużenie zdobył ten tytuł. Szkoda tylko tych warunków, ale ma ogromne serce i chęci. Cieszę się z Olafa, widzę cały czas progres, także jestem zadowolony.

Wracając do kwestii transferów, to kilka tygodni temu rozmawiałem z trenerem, Ryszardem Tarasiewiczem. Jak wiemy w piłce nożne jest zdecydowanie trudniej rozwiązać kontrakt niż w hokeju. Tu często można to zrobić po 1-2 miesiącach od podpisania kontraktu. To jest dobre rozwiązanie dla Pana czy wolałby Pan zasady obowiązujące w piłce?
- Ciężko powiedzieć. Ja muszę mieć wpływ na zawodników. Jeżeli zawodnik ma kontrakt na 2-3 lata, to co ja mogę zrobić, w jakiś sposób go ukarać, skoro ma ważną umowę. Wszyscy obcokrajowcy, którzy przyjeżdżają, mam na myśli zawodników zza wschodu wiedzą doskonale, że ja z nimi rozmawiam konkretnie. Gracie, to nie ma problemu. Jeśli spisują się poniżej oczekiwać, to po 2-3 tygodniach żegnam się z nimi. Tak było z Dorofiejem, on się nie wyróżniał na tle naszych zawodników. Na Białorusi i Rosji jest podobnie jest jak w waszej piłce nożnej. Jeżeli podziękujesz zawodnikowi, to musisz mu zapłacić 2/3  rocznego wynagrodzenia. Tam wszystko mają rozpisane w specjalnej książce, każdy ma swojego agenta. Poza tym mają stowarzyszenia, które dbają o prawa zawodników. W KHL mają taki związek zawodowy, który walczy o prawa zawodników. Jeśli trener nie chce jakiegoś zawodnika, wystawia go na listę transferową  i jeśli w ciągu 24 godzin ktoś się zgłosi, to odchodzi. Jeśli nie, obcinają mu 50% wypłaty, ale zostaje w klubie. Tam wszystko jest rozpisane, mają regulamin. W Polsce tego nie ma, trochę to dziwne, nie do końca są jasne reguły w polskim hokeju. Wiemy jak zmieniała się sytuacja z obcokrajowcami. Ja mam nadzieję, że we właściwym kierunku pójdzie PZHL, wtedy będzie porządek w klubach i wszystko będzie ok.



Pana wymagania wobec obcokrajowców wynikają z tego, że grał Pan za granicą. Tam oczekiwania były większe niż od hokeistów z danego kraju?
- Dużo grałem w Polsce, Nowym Targu. Miałem trenera Grabowskiego z Łotwy. Ja wspólnie z bramkarzem grałem przez dłuższy czas. Pozostałych 25 obcokrajowców zmieniało się w trakcie trzech lat. W Rosji było podobnie. Jeśli grasz, wszystko jest ok. Jak przyjechałem do Włoch, trener mi powiedział- „Andrzejku, jak nie będziesz zdobywał bramki co mecz, to ja Ci podziękuję”  Ja byłem na to przygotowany i przyzwyczajony. To jest normalne, oni zarabiają większe pieniądze. Ja dlatego mam pretensje do Gleba Klimenko, bo na razie ma tylko dwie bramki. To zdecydowanie za mało. Ja nawet chciałem mu podziękować, ale na razie Prezes chciałby, żeby Gleb został. 

Na pewno kibice w Nowym Targu, chcieli żeby Pan został. W 1994 transfery zza granicy do polskiej ligi były jednak rzadkością. Jak wyglądały kulisy Pana transferu do Polski?
- U nas w domu było bardzo ciężko. Cały czas jakieś kataklizmy, Związek Radziecki się rozpadł, sponsorem klubu był zakład państwowy. Państwo nikogo do niczego nie zmuszało. Dyrektor tego zakładu był kibicem i mieliśmy tam naprawdę wszystko, pieniądze, mieszkania. Później Związek Radziecki się rozpadł, dyrektor zmarł i przyszedł nowy człowiek i powiedział- „Jaki hokej, co to jest” i wszystko się skończyło. Ja wtedy grałem w reprezentacji Białorusi i mieliśmy turniej na Słowacji .Pamiętam, że go wygraliśmy i była drużyna z Nowego Targu. Zadzwonili z Nowego Targu kibice i zapytali czy mogą nas wykupić z Andrejem Prymą. Odpowiedziałem, że proszę rozmawiać z prezesem klubu. Oni przyjechali, porozumieli się, zapłacili gotówkę, ale zapewnili też ubrania. Oni ubrali pierwszy i drugi zespół w kożuchy. Jak przyjechałem w następnym roku, to widzę, ze cała drużyna ubrana. Jestem bardzo zadowolony, że w tamtych czasach wyjechaliśmy do Nowego Targu, to był bardzo dobry czas w mojej karierze. Trzy razy z rzędu zdobywałem Mistrzostwo Polski, dużo grało Białorusinów, Rosjan, ale wtedy poziom był trochę wyższy niż teraz. Myślałem, że już nie wrócę do Polski, ale grałem jeszcze w Krakowie, Warszawie i Krynicy. Wszędzie były problemy finansowe. Ja nawet poszedłem do sądu i wygrałem. Cały sezon graliśmy bez pieniędzy. 

Jak teraz wraca Pan do Nowego Targu, to wspominają kibice złote czasy „Szarotek”?
- Bardzo dużo znajomych tam mam i było mi bardzo miło, że jak przyjechałem do Nowego Targu, to zaprezentowali na telebimie przed meczem moje zdjęcie, skróty meczów i napis-, że kochamy i pamiętamy. Po 25 latach miałem łzy. Potem na lodzie wygraliśmy 4-0.



W Nowym Targu mówią o Panu-„ Znakomity technik, wyborowy strzelec. Zawodnik o niesamowitym sercu do gry. Aktywny i waleczny".  Ta ostatnia cecha pasuje do pewnej sytuacji, jaka miała miejsce w Tychach. 
- To wydarzyło się w Tychach. Ja wtedy grałem w Warszawie i byłem kapitanem. Nie wiedziałem, że w Tychach są tacy twardziele. Była sporna sytuacja i ktoś z góry rzucił siekierę. Spadła na taflę i sędziowie tego nie widzieli. Ja jako kapitan podnoszę ją i jadę do sędziego. On tak na mnie patrzy i chciał uciekać. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. 

Wracając do teraźniejszości. GKS Katowice na razie bardzo dobrze radzi sobie w lidze. To wynika z tego, że Katowice są tak mocne czy gra GKS Tychy w Lidze Mistrzów i inny plan przygotowań wpłynął na tak dużą stratę?
- Katowice są bardzo mocnym zespołem w tym sezonie. Ich bramkarz grał u mnie w Soligorsku. Finowie grali w Grodno. Znam te drużynę i tych zawodników. Cały czas do mnie dzwonią z Grodna i pytają jak Grzegorz Pasiut. Naprawdę zrobił tam dobrą robotę, był ich czołowym zawodnikiem. Poza tym mają doświadczonych obrońców , którzy grali w silnych ligach. My jeszcze w tym roku powalczymy z Katowicami, oczywiście mają dobry skład i fajna atmosfera tam jest, zrobili dobrą robotę i selekcję. Moim zdaniem Katowice są do ogrania, trzeba się dobrze przygotować, zrobić analizę i grać swój hokej. Nie ma tam nic groźnego. To nie jest Skelleftea, że biliśmy głową o ścianę. Nie wiesz co z nimi zrobić. Na pewno będziemy walczyć, ostatnio chyba z Katowicami nie mieliśmy takiego tempa i wygrali. Sądzę jednak, że mamy dobrą drużynę, dołączą do nas kolejni i jestem dobrej myśli.



Przed nami Puchar Polski i z psychologicznego punktu widzenia może mieć on duże znaczenie przed najważniejszą częścią sezonu. 
- Każde zwycięstwo wpływa na psychologię, morale i nastawienie zespołu. Wszyscy mówią, że w finale zagrają Tychy z Katowicami, ale my musimy pokonać najpierw Podhale. Tam nikt nam nie będzie robił prezentów, jest ambitny trener, mają dobrego bramkarza i całkiem niezły skład. W tym sezonie liga zrobiła się wyrównana. Ja jestem zaskoczony poziomem, bo jest dużo lepszy. Najważniejsze, to wygrać pierwszy mecz. Ja też nie sądzę, że Jastrzębie, młoda drużyna przegra z Katowicami. W ubiegłym roku grając z nimi w Krakowie minimalnie ich pokonaliśmy. Na pewno nie będą to łatwe spotkania ani dla Tychów ani Katowic.

Pojawił się pomysł, żeby polskie drużyny grały w Pucharze Wyszehradzkim. To dobre rozwiązanie dla rozwoju dyscypliny w naszym kraju?
- Każdy mecz międzynarodowy, to dobry kierunek dla rozwoju. Dla mnie jako trenera jest to bardzo ciekawe. Możemy zobaczyć jakim systemem grają i mogą się dużo nauczyć. Dla zawodników Liga Mistrzów była bezcennym doświadczeniem. Widać to po młodych zawodnikach jak Gościński, Jeziorski czy Lewartowski. Powinniśmy grać w Europie. Jest liga EBEL, gdzie grają Austriacy, Włosi, Węgrzy, Słoweńcy. 

- To będzie wyglądać podobnie jak Liga Mistrzów. Masz okienko, to jedziesz i grasz. Wszystko zależy od tego ile zespołów wystąpi. Słowacy widzą, że nie idzie tym najlepiej, dlatego szukają wariantów rozwoju. W tym roku gra tam już drużyna z Węgier i chcą, żeby były zespoły z Polski i Czech. Dla kibiców również to jest bardzo dobre. Jak gramy mecz międzynarodowy, to jest pełna hala, a w lidze przychodzi pół lodowiska. Atmosfera na spotkaniach o stawkę jest niesamowita. Moja córka jak przyjechała, to nie mogła to uwierzyć.

Wyszukiwarka

Tabela ligowa

1. JKH GKS Jastrzębie 23
2. GKS Tychy 21
3. Re-Plast Unia Oświęcim 21
4. GKS Katowice 21
5. Zagłębie Sosnowiec 17
6. Lotos PKH Gdańsk 16
7. Comarch Cracovia 13
8. KH Energa Toruń 12
9. Podhale Nowy Targ 12
10. Kadra U23 PZHL 0
11. KS Naprzód Janów 0
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

GKS Tychy - Vienna Capitals
wtorek, 8 października 2019


GKS Tychy TV

Filip Komorski: Nie będziemy chłopcami do bicia


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2019 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies