position: absolute; right: 175px; top: 48pxposition: absolute; right: 150px; top: 28px

Wywiady

Hokej › Aktualności › Wywiady

Roman Šimíček: Będę grał dopóki nie zdobędę Mistrzostwa

czwartek, 24 marca 2011
autor: Patrycja Hołojda
Na dzień dobry rzuca: „Już dobrze mówię po polsku, prawda?” - "Doskonale!" - odpowiadam. Nie zmienił się za wiele od sierpnia, chociaż może teraz faktycznie lepiej mówi po polsku (na początku też nie było źle). Dalej niesamowicie skromny i sympatyczny, aż chciałoby się powiedzieć: „Swój chłop!”.

Podczas naszej rozmowy kilka miesięcy temu powiedziałeś, że o polskim hokeju wiesz bardzo mało. Ile zmieniło się w tej kwestii?
Realia polskiego hokeja na pewno znam już lepiej. Nie mam porównania, ale wydaje mi się i z tego co rozmawiałem z kolegami, poziom idzie w górę i powinno być już tylko lepiej.

To dosyć dziwna opinia, bo według wielu osób jest właśnie odwrotnie.
Wszystko rozbija się o pieniądze. Jeśli będą środki finansowe to będą przyjeżdżali lepsi zawodnicy, a to przełoży się na poziom ligi. Drużyny muszą być bardziej wyrównane, a nie tak jak teraz - Kraków, a później długo, długo nic. Muszą być co najmniej cztery zespoły na takim poziomie. Zobaczymy jak to będzie wyglądać w przyszłym sezonie.

Patrząc na inne sporty najpierw muszą być sukcesy Reprezentacji, żeby zainteresować sponsorów, a u nas jest z tym raczej krucho.
Nie wiem czy to właśnie tak działa. Na przykład Oświęcim i Jastrzębie miały bardzo dobre drużyny oraz wyniki, i myślę, że sponsorzy się tym zainteresują. W Czechach tak to właśnie wygląda. Jeżeli zespół radzi sobie w danym sezonie dobrze, to w przyszłym sponsorzy sami garną się do wpierania klubu.

Tak, ale u Was hokej jest sportem narodowym.
To prawda. Wy macie piłkę nożną, skoki narciarskie, siatkówkę. U nas liczy się praktycznie tylko hokej i ewentualnie piłka nożna, więc sponsorzy „ładują” pieniądze właśnie w te dwie dyscypliny.

Czy dobrym pomysłem są w takim razie ograniczenia ilości obcokrajowców mogących występować w jednym klubie czy jednak nie powinno być limitów?
Jak sama nazwa wskazuje jest to polska liga i powinni w niej występować przede wszystkim Polacy. Myślę, że pięciu obcokrajowców to takie optimum. Będą wtedy grać tutaj najlepsi, a to pozytywnie wpłynie na poziom i szybkość meczów. Każdy nowy zawodnik wnosi coś innego, nowego. Musicie sięgać nie tylko po Czechów, Słowaków, ale także Finów czy Szwedów. 

Grałeś w wielu ligach świata od NHL, po fińską SM-liig, czeską i słowacką ekstraligę. Którą wspominasz najmilej?
Pierwszy sezon w Finlandii, kiedy przyjechałem tam po dziewięciu latach gry w Vitkovicach. Miałem już dość, musiałem zmienić środowisko. Mój debiut tam był super, często go wspominam. NHL to zupełnie inna bajka. Z Ameryki dobrze wspominam także występy w Houston. Czułem się jak na wakacjach – słońce, farma, basen, czasami zagrałem sobie jakiś mecz (śmiech). To było naprawdę fajne doświadczenie.

A taki szczególny moment w Tychach?
Cały sezon wspominam wspaniale. To było dla mnie coś nowego. Kiedy rozmawialiśmy przed sezonem nie wiedziałem w ogóle czego mam się spodziewać, ale zostałem miło zaskoczony. Świetnie się dopasowaliśmy z Adamem i Michałem (Bagińskim i Woźnicą – przyp. red.). Jasne, że były takie mecze, po których byłem strasznie zły, ale mimo wszystko więcej było tych dobrych chwil. Jeśli zawodnik strzela bramki to przeważnie jest zadowolony z meczu czy sezonu.

No właśnie, trener Jiri Sejba znalazł dla Ciebie chyba idealnych partnerów do ataku.
Kiedy przyjechałem pierwszego dnia Jiri pokazał mi chłopaków i powiedział: „To z nimi będziesz grał”. Przyglądałem im się z boksu i pierwsze na co zwróciłem uwagę to to, że są szybcy. Właśnie takich skrzydłowych potrzebuję. Ucieszyłem się jak zobaczyłem jak ta dwójka „biega po bandach”. Pozostała jeszcze kwestia dogadania się na lodzie, ale jak się okazało z tym też nie było problemu. Ja więcej podaję, niż strzelam. Zresztą zawsze miałem z tym strzelaniem problem. W każdej drużynie trenerzy krzyczeli: „Roman, strzelaj, strzelaj!”, a ja nie mogłem. Taki już jestem.

Praktycznie cały sezon  gra zespołu spoczywała na Waszych barkach – Wasz atak zdobył ponad czterdzieści procent wszystkich bramek, nie raz wygrywając mecz.
Czasami tak jest, że gra opiera się przede wszystkim na jednej piątce. I to jest właśnie powód niezdobycia przez nas Mistrza. Gdybyśmy grali na cztery piątki - jedna dałaby dwa gole, druga i trzecia po jednym to byłoby łatwiej i może udałoby się nam pokonać Cracovię. Pod koniec byłem już bardzo zmęczony, podobnie jak Michał i Adam. Skoro oni, młodzi nie mieli już sił, to co ja mam powiedzieć!? (śmiech)

Finałowe mecze stały na bardzo niskim poziomie. W niczym nie przypominaliście drużyny z sezonu zasadniczego.
To jest właśnie to o czym wspominałem. Kraków miał cztery pełne piątki, którymi grał cały sezon. Do tego dodatkowi hokeiści na rezerwie. My cały sezon graliśmy na trzy piątki, a mecze dogrywaliśmy nawet na dwie. Jeśli gra się tak cały czas to zmęczenie w końcu musi przyjść. Nie byliśmy źle przygotowani. Treningi były w porządku, po prostu zabrakło sił.

Trener Jiri Sejba uważa, że srebro z takim składem to i tak ogromny sukces.
Też tak myślę. Wszyscy mówili przed sezonem: „Przyszedł ten, ten i ten, mamy super drużynę i zdobędziemy Mistrza oraz obronimy Puchar”, ale to nie jest takie łatwe. Jeżeli chcesz coś osiągnąć musisz mieć przynajmniej te trzy piątki, które będą strzelać bramki. Czwarta formacja ma za zadanie zmęczyć przeciwnika. U nas tego zabrakło.

Jesteś największą gwiazdą w GKS-ie, o ile nie w całej lidze. I nie mówię tego w złym znaczeniu, tylko nigdy wcześniej nie było w Polsce zawodników z taką przeszłością i doświadczeniem.
Czesi skupiają się teraz na odmładzaniu swoich zespołów, tym bardziej, że jest to bardziej ekonomiczne, bo u nas też są problemy finansowe. W przyszłym sezonie kończę czterdzieści lat, a to dużo, tym bardziej, że na poziomie profesjonalnym uprawiam tę dyscyplinę odkąd skończyłem siedemnaście. Jak to Wy, Polacy mówicie - tutaj jest taka nasza hokejowa emerytura. U nas gra się szybciej i myślę, że w Czechach trudniej byłoby mi się regenerować przed kolejnymi meczami.

Trzeba przyznać, że jak na emeryta trzymasz się wyśmienicie.
(śmiech) Ostatni sezon był dobry, świetnie dogadywałem się z Bagisiem i Wozikiem, ale w następnym może być już zupełnie inaczej. Mogę strzelić tylko pięć bramek. Oczywiście mogło być lepiej, ale jestem zadowolony zarówno z gry zespołu, jak i swojej.

Szybko stałeś się jednym z ulubieńcem tyskich kibiców.
To jest bardzo miłe, kiedy kibice krzyczą Twoje nazwisko. Bardzo dziękuję za to wsparcie i sympatię.

Mam wrażenie, że gdzie się nie pojawisz, tam jesteś przez wszystkich uwielbiany. Najprostszy przykład to Vitkovice.
Spędziłem tam czternaście lat swojego życia. Tam uczyłem się grać w hokeja i rozpoczynałem profesjonalną karierę.

Jesteś najczęściej karanym tyskim zawodnikiem. Wynika to chyba jednak z tego, że na zachodzie gra się zupełnie inaczej i tutaj sędziowie nie są przyzwyczajeni do Twojego stylu gry.
Czasami było tak, że jechałem, przeciwnicy po prostu się ode mnie odbijali, a ja dostawałem dziesięć minut za nic. Niektóre kary były też za dyskusje z sędziami i przyznaję się, że to były moje błędy. Paradoksem jest to, że grałem w tym sezonie naprawdę czysto, bo czasami potrafię się poważnie wkurzyć.

Co dalej z Romanem Simickiem?

Grać czy nie grać? Tak, chcę jeszcze grać! Czuję się bardzo dobrze, nic mi nie dolega. Powiedziałem jakiś czas temu, że jeśli zdobędziemy Mistrzostwo to kończę karierę. Nie udało się, więc muszę grać dalej (śmiech). Dopóki nie zdobędę Mistrzostwa, którego nie mam jeszcze w swoim hokejowym cv to będę grał dalej.

Mam nadzieję, że mówimy o Mistrzostwie w barwach tyskiego GKS-u.
Mam propozycje z innych polskich klubów. Są też oferty z Czech i Słowacji. Bardzo chciałbym zostać w Tychach, bo czuję się tu doskonale. Prowadzimy rozmowy z działaczami, ale nie wiem czy uda nam się dogadać. Miejmy nadzieję, że tak.

Trzymamy kciuki, żeby tak właśnie było. Dziękuję za rozmowę.


Roman Simicek urodził się 4-ego listopada 1971 roku w Ostravie. Gra na pozycji centra. Karierę rozpoczynał w HC Vitkovice. Później grał w Finlandii, gdzie dwukrotnie zdobywał brązowy medal SM-liigi oraz w NHL, gdzie reprezentował barwy Pittsburgh Penguins, a później Minessoty Wild. Grał także w lidze AHL w klubie Houston Aeros. Po powrocie do Europy występował w Sparcie Praga oraz ponownie w HC Vitkovice. Poprzedni sezon spędził na Słowacji w zespole HK Dukla Trencin, skąd w sierpniu 2010 roku przyjechał do Tychów, gdzie w czterdziestu sześciu meczach zdobył pięćdziesiąt jeden punktów za dwadzieścia cztery bramki i dwadzieścia siedem asyst.

Simicek to także były reprezentant kraju. Z reprezentacją Czech zdobył w 1997 roku brązowy medal Mistrzostw Świata. Dwa lata później sukces był jeszcze większy - złoto zdobyte w Norwegii.

Wyszukiwarka

Tabela ligowa

1. GKS Tychy 48
2. Comarch Cracovia 42
3. JKH GKS Jastrzębie 39
4. Tauron KH GKS Katowice 38
5. TatrySki Podhale Nowy Targ 31
6. MH Automatyka Gdańsk 30
7. PGE Orlik Opole 21
8. KS Unia Oświęcim 20
9. TMH Polonia Bytom 20
10. Anteo Naprzód Janów 11
11. SMS PZHL U20 Katowice 0
rozwińpokaż szczegóły

Galeria zdjęć

GKS Tychy - Tauron KH GKS Katowice 3:2
niedziela, 19 listopada 2017


GKS Tychy TV

20. kolejka PHL: Skrót meczu GKS Tychy- Tauron KH GKS Katowice d.3:2


Partnerzy

SPONSORZY & PARTNERZY


Zgłoś błąd

Widzisz błąd na naszych stronach?
Napisz do nas!
created by:input.com.pl
Copyright © 2003-2017 Tyski Sport S.A. · Polityka plików cookies